Pomógł: 33 razy Informacje: Wiek: 20 Dołączył: 20 Wrz 2008 Posty: 706 Skąd: Warszawa
Profil:
Wysłany: 2009-12-29, 10:07
rozwalilo mnie zapisywanie w notatki,poniewaz nie jestes w stanie zpamietac...chwalisz sie czy zalisz?Ze stales sie maszynka do podrywu,ktora idzie na ilosc;]? oraz przymusowe 4 kontakty w tyg... Twoje zycie,Twoje wybory...ale czytajac ten wpis to mi sie chcialo smiac,ale z 2 strony bylo mi zal. Piszesz: badz soba...a czy jestes soba?? Wydaje mi sie,ze robisz cos w zyciu z czego sam tak NA PRAWDĘ nie czerpiesz satysfakcji,ze Twoje dzialania gryza sie z samym Toba - nie pytaj mnie o argumentacje,wnioskuje to z całokształtu postawy i zmian. Odpowiedz sobie na pytania: czy jestem na prawde szczesliwy?? a moze poprostu tak sadze, bo w koncu uwodziciel ma byc szczesliwy z zycia?
Pozdr,F.
_________________ Życie jest proste,podejmuj decyzję i nie oglądaj się - Szybcy i Wściekli Tokyo Drift.
Grajac mozesz zaliczyc baze,ale mecz wygrasz tylko i wylacznie pamietajac o swoim prawdziwym JA - Ferdi.
p.s czasem warto zaryzykować żółtą kartkę;)
Smiler, podobnie jak Ferdi, myślę, że to tylko sztuczność. Jeszcze X czasu temu byłeś niezadowolony z tego, co się dzieje w Twoim życiu, z relacji z kobietami. A teraz jest odwrotnie - to jest Twoja reakcja, na poprzednią sytuację. Uczysz się psychologii, i ja również ją uwielbiam. I to wygląda na podbudowanie własnego ego, które wcześniej siadło, a teraz znów wyrosło. Piszesz, że dziwka to dziwka, a czymże różni się facet, który uprawia seks tylko dla wypróżnienia spermy z mózgu (gdzie tu szacunek do samego siebie?)? Jak na moje to samotność, doskwierała Tobie w tak dużym stopniu, że teraz potrzebujesz wielkiej uwagi ze strony kobiet, która pozwoliła na podbudowanie Twojego ego.
Cytat:
Nie będę się zniżał do ich poziomu, żeby tylko je puknąć.
A co teraz robisz z tą jedną panną? "Pukasz ją" i tyle.
Można się cieszyć, że jesteś zadowolony, szczęśliwy. Ale to wszystko jest puste - nie wynika to bowiem z tego, że jesteś szczęśliwy sam ze sobą, ale z tego, że w końcu znalazły się kobiety Tobą zainteresowane. To jest ulotne, słomiane.
Smiler - u Ciebie jedno pozostaje niezmienne. Potrzebujesz uwagi innych, w ten sposób dowartościowujesz siebie. Przykro mi, ale tak wynika z Twoich wpisów (nie jednego, ale wielu).
_________________ Bądź mężczyzną albo frajerem. Twój wybór.
Pomógł: 8 razy Informacje: Dołączył: 01 Maj 2009 Posty: 222
Profil:
Wysłany: 2009-12-29, 13:53
Paradoks życia brzmi : Albo kimś pomiatasz albo jesteś pomiatany.
Smiler to typowy hedonista. Jak dla mnie krytykowanie tego stanu, to typowa zazdrość albo przerost sumienia ludzi, którzy chcą naprawiać świat (wyłączając podejście studenta).
Justin napisał/a:
Smiler - u Ciebie jedno pozostaje niezmienne. Potrzebujesz uwagi innych, w ten sposób dowartościowujesz siebie. Przykro mi, ale tak wynika z Twoich wpisów (nie jednego, ale wielu).
Nie ukrywam, też potrzebuję uwagi innych. Potrzebuję, żeby otaczali mnie ludzie. Nasuwa mi się tu motyw bezludnej wyspy.
Justin napisał/a:
Piszesz, że dziwka to dziwka, a czymże różni się facet, który uprawia seks tylko dla wypróżnienia spermy z mózgu (gdzie tu szacunek do samego siebie?)?
Bo dziwka to dziwka, ona ma problem. Szacunek to pojęcie względne.
Ogólnie rzecz biorąc, Smiler ! Jesteś chamem bez serca Spokojna głowa, Ja swojego też się już dawno pozbyłem
_________________ Czasem wybieram zło, daje tyle dóbr...
Smiler to typowy hedonista. Jak dla mnie krytykowanie tego stanu, to typowa zazdrość albo przerost sumienia ludzi, którzy chcą naprawiać świat
Nie, ja ukazuje raczej hipokryzję Smilera.
Natural napisał/a:
Nie ukrywam, też potrzebuję uwagi innych. Potrzebuję, żeby otaczali mnie ludzie. Nasuwa mi się tu motyw bezludnej wyspy.
Każdy potrzebuje - ale jedni czują się rewelacyjnie ze sobą, są pewni siebie, pozytywnie nastawieni - do których ciągnie reszta - Ci którzy potrzebują zainteresowania, uwagi ze strony innych ludzi, często bardziej wartościowych. Duży wpływ na to ma jednak wychowanie przez rodziców.
_________________ Bądź mężczyzną albo frajerem. Twój wybór.
Profil: Imię: Niecodzień
Mój Field Raport: 1156
Mój Dziennik: 788
Wysłany: 2009-12-29, 22:07
W swoim poście Martyn zasugerował, żebym więcej robił, a mniej myślał, więc chciałem pokazać, że wcale tak nie jest. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że kiedy piszemy to nie jesteśmy w stanie przekazać tonu głosu i podejścia do życia samymi emotkami, a gwarantuję Wam, że jakbyście mnie poznali osobiście to inaczej "czytalibyście" moje posty. Może stąd to zamieszanie?
Czy ja jestem sobą? Jestem. Jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, uwierzcie mi. Pozbywam się swoich problemów, część już mam za plecami, ułożyłem przeszłość, układam teraźniejszość, a część przyszłości też już ma swoje miejsce. Zmieniłem nastawienie do świata o 180*, cieszę się z każdej chwili, z każdego momentu potrafię wyciągnąć wnioski. W myśl swoich zainteresowań spisałem swoją konstytucję osobistą, a ostatnie zdanie z preambuły brzmi: "Każdy dzień to nowe doświadczenia i bogatsze życie wewnętrzne :]"... dzięki temu nawet jak dostaję kosza to czuję, że żyję. Zbieram emocje - i te dobre i złe. Ostatnio gdy zadzwoniłem do dziewczyny - ta się rozłączyła, mimo że myślałem, że wyrazi chęci na spotkanie. Kiedy zadzwoniłem po raz kolejny to odebrał jakiś chłopak, który wyzwał mnie od "pedofilów", gdy spytałem czy mogę z nią rozmawiać (co było tym większym zaskoczeniem, że dziewczyna miała spokojnie 19 lat, a głos tego chłopaka brzmiał bardziej na głos brata niż ojca). Byłem w szoku, zdarzyło mi się coś takiego pierwszy raz. I co? I to wspaniałe! To kolejne piękne wspomnienie, którym będę mógł się pochwalić przed samym sobą, gdy oczy będą mi gasnąć na wieczność.
I jestem szczęśliwy. Jestem bardzo szczęśliwy. Z samym sobą, a to najważniejsze, bo jak można pokochać kogoś skoro nie kocha się siebie? Dodatkowo udzielam tego szczęścia innym, czuję, że ludzie czują się w moim otoczeniu dobrze, nie unikają mnie, śmieją się do mnie. To jest naprawdę cholernie fajne. Złapałem jeszcze większy dystans do życia i dzięki temu rzeczy, które normalnie wydają się odległe teraz - paradoksalnie - są bliskie jak nigdy.
Pozwolę więc zacytować samego siebie. Tekst pochodzi z mojego bloga, którego premiera już niebawem, który opisuje moje podejście do uwodzenia (mam nadzieję, że rozwieje pewne wątpliwości):
Cytat:
Znaczna część “uwodzicieli” to ludzie lecący na puste sztuki, którymi później chwalą się przed znajomymi. Od ilości dziewczyn na koncie uzależniają swoje poczucie wartości. Jednak wszystkie te laski, które uwodzą są dokładnie takie same – mają dokładnie taką samą metką i dokładnie taką samą cenę. Życie owych “podrywaczy” to nieustanne upijanie się takimi właśnie dziewczynami, które są jak piątkowa noc z kumplami – idziesz do baru i pijesz Żubry, bo są tanie i w miarę smaczne, dokładnie jak te targety. Nie przejmujesz się co będzie jutro i obok kogo się obudzisz – idziesz się napierdolić i tylko to się liczy. I nie przeczę, że jest to fajne – uważam, że każdy w życiu potrzebuje takiej właśnie imprezy… gorzej jeśli nasze życie ogranicza się tylko do nich.
Zaś na miano “kobiety” trzeba zasłużyć, a one są dla mnie jak wino. Każda jest inna – różne bukiety zapachowe i smaki, niektóre są bardziej klarowne a inne mniej, niektóre pasują do określonych dań a inne można spożywać do wszystkiego. Ich smaki można zgłębiać, za każdym razem wydobywać nowe emocje. Kobieta to przygoda, wartość, zasady, życie. Uwodź, żeby poczuć pełnię ich smaku!
Społeczeństwo wmawia Ci wiele rzeczy, a społeczności są jego częścią, więc i społeczność uwodzicieli będzie Ci te rzeczy wkładała do głowy z taką samą, jeśli nie większą, gorliwością. Zewsząd będziesz atakowany różnymi komunikatami, które będą mówiły Ci jakim powinieneś być lub nie.
Samostanowienie siebie to najważniejsza część bytu – nie ograniczajmy swojej wolności tylko ją poszerzajmy. Szukajmy siebie, stawiajmy w różnych sytuacjach, badajmy nasze zachowanie, wyciągajmy wnioski, popełniajmy błędy i budujmy nasze życie. Niech największym skarbem naszego jestestwa będą złowione w siatkę pamięci wspomnienia niesamowitych chwil, poluj na nie nie. Bądź łowcą emocji!
Ludzie mówią, że nie potrafią powiedzieć sobie “dość”. To zazwyczaj Ci sami, którzy w wieku 30 – 40 lat przyczyniają się do utrzymywania się stanu “szklanej pogody” marnując swoje życia przed różnego rodzaju monitorami. Kto się nie rozwija – ten stoi w miejscu, kto stoi w miejscu – na tle innych się cofa.
Zawsze chciej więcej! Więcej radości, smutku, seksu, bólu, szczerości, nonkonformizmu, książek i ilości przeczytanych liter, więcej miłości. Więcej ciepła kobiecych ramion, kłótni, godzenia się, płaczu, obejrzanych filmów, przebytych kroków, listów, ucieczek, pieniędzy, rozsądku. Więcej zdjęć, nienawiści, zdartego gardła, upadków, biletów z koncertów, stresu, ulgi, strachu… Więcej życia, zawsze! Zawsze więcej życia! Żyj więcej!
Emocji łowca,
który żyje więcej!
Degustator życia,
pierdolony koneser.
Z poważaniem,
Smiler
Żadna z kobiet, z którymi się spotykam nie jest pustą lasią na seks. Każda jest inna i z każdą czerpię radość bycia. Uważam, że to bardzo wartościowe, kiedy idę na spotkanie z dziewczyną i potrafię na nią patrzeć nie przez pryzmat atrakcyjności seksualnej. Czy to uważacie za złe? Czy złym jest to, że gdy siedzę sobie w bibliotece, idę ulicą, jestem w sklepie i widzę fajną dziewczynę to mam odwagę do niej zagadać (czasami rutynowo, przyznaję), a potem spotkać się z nią i fajnie spędzić czas?
Co więcej! Mam teraz w głowie schemat, że mogę wszystko, więc czuję się wolny. Nie potrzebuję się spotykać z setką dziewczyn (gdyż chciałbym, aby w przyszłości była jedna), żeby móc pisać o tym na forum. Zupełnie na odwrót - okazało się, że wcale nie potrzebuje(my) kobiet żeby się realizować (a one nas). Czekam w życiu na moment, w którym spotkam taką, że powiem sobie: "Boże! Z nią to podwójnie można żyć! Ja i ona i świata poza nami nie ma!"... ale nie oznacza to, że będę siedział przed monitorem i przeglądał serwisy randkowe w nadziei, aż coś się "samo" stanie. Żeby wygrać trzeba grać. Ja chcę wygrać życie i miłość, więc w to gram.
I tym jest dla mnie uwodzenie - grą. Strauss znalazł na to najlepsze określenie pod Słońcem. Nie mniej i nie więcej jak tylko gra. Jeśli grasz dla przyjemności to wspaniale. Jednak jeśli kochasz to tak bardzo, że przechodzisz na zawodowstwo to tak samo jakbyś nie grał wcale i pozwalał sobie czerstwieć - dwa skrajne bieguny. Ja nie chcę być piłkarzem/uwodzicielem z okładek (nie jeśli chodzi o uwodzenie, inne aspekty mojej przyszłości zawodowej to inna bajka), ale nie chcę też pozwolić zaniknąć kondycji. Wybieram drogę półprofesjonalną - coś więcej niż kopanie dla zabawy z tą samą ekipą, ale coś mniej niż zawodowstwo .
Facet kochający się z dziewczyną tylko dla seksu to taki sam typ jak dziwka, nic więcej. Jeśli żyjesz tylko dla zaspokajania swoich potrzeb zwierzęcych to nie różnisz się niczym od psa. Jak już pisałem - chcę smakować kobiety, ale smakowanie nie oznacza tylko i wyłącznie seksu. Jestem jednym z typów, którzy potrzebują emocji. Brzmi to śmiesznie, ale przynajmniej potrafię się do tego przyznać. Nie zmienia to faktu, że jestem jednym z tych, którzy daliby się porwać w przygodę z kobietą, która tętniłaby życiem. Z drugiej strony - gdybym miał okazję przespać się z pustą-ładną dziewuchą to bym to zrobił, ale nie oznacza to, że takich okazji będę szukał.
Czy potrzebuję uwagi innych? Myślę, że jak każdy. Dzięki temu wszystkiemu bardziej widzę jaki jestem i wiem o tym, że gdy ludzie na mnie patrzą to działam lepiej. I mam się tego wstydzić? Wręcz przeciwnie - uczę się wykorzystywać to do swoich celów. Np. podrywanie lepiej mi szło jak ktoś na mnie patrzył, bo miałem presję (co bardzo lubię). Z czasem presję to nauczyłem się wykorzystywać i będąc samemu wyobrażałem sobie, że ktoś na mnie patrzy, aż z biegiem czasu wyrzuciłem to z głowy i dziś nie potrzebuję nikogo, nawet wyobrażenia.
Co do tej, z którą sypiam to ujmę to tak: Każdy ma swoje potrzeby, sami o tym pisaliście, a kobiety nie są w tym ani lepsze ani gorsze (czas pozwolił mi to zrozumieć). Obecnie w społeczeństwach następuje feminizacja mężczyzn (dbanie o modę aż nadto, kobiecość w byciu, emocjonalność, etc.) i maskulinizacja kobiet (są bardziej niezależne, przekładają karierę nad macierzyństwem, przejmują typowo "męskie" zawody, etc.). Dzisiejsza kobieta to co innego niż ta 30 lat temu. I sypiam z nią i jest świetnie. Jest naprawdę miłą, zgrabną i ładną dziewczyną. Ma wiele hobby, ciekawe zainteresowania i otworzyła mi serce na pewne sprawy. Podobnie jak mi - jej też brakowało ciepła i się po prostu zgraliśmy. Nie jest pusta, ani głupia, nie nadużywa mejkapu ani nie chadza na manieczkowe party. Jest sobą i cieszę się, że z taką dziewczyną mogę dzielić tak intymne przeżycie jakim jest seks.
Moje szczęście nie jest puste, gdyby było już by zniknęło, a od dłuższego czasu nie tylko utrzymuje się na tym samym poziomie, ale rośnie. Wynika to nie z faktu, że nagle znalazły się kobiety mną zainteresowane, ale że potrafię światu pokazać siebie, a wnętrze to jest na tyle atrakcyjne, że strasznie pociąga kobiety. Nie wynika to tylko i wyłącznie z mojego szczęścia, ale z ciężkiej pracy jaką w siebie włożyłem, żeby móc wybrnąć z bagna i kąpać się w krystalicznie czystej wodzie życia.
Czy jestem hedonistą? Tak - lubię klasykę, luksus. Lubię kiedy kobieta jest dobrze ubrana, coś sobą prezentuje. Lubie szykowność, a w pokoju mam zawsze posprzątane, dbam o siebie. Ogólnie rzecz ujmując - lubię piękno. Ale piękna kobieta składa się z dwóch pięknych elementów - pięknego ciała i pięknej duszy. Ktoś może mi zarzucić, że jestem chamem, gdy napiszę, że "nie umawiam się z brzydkimi dziewczynami", "co z wnętrzem?", etc.? Niech te osoby to robią, śmiało... tylko ciekawi mnie to czy to Ci sami ludzie, z którymi kiedyś prowadziłem spór podczas, którego wmawiali innym, żeby trenować tylko i wyłącznie na ładnych dziewczynach? Bo z tego co pamiętam to byłem jedyną osobą, którą zachęcała do rozmowy nawet ze starszą kobitką z kiosku. A prawdziwym hipokrytom jest osoba, która żyjąc w dzisiejszym świecie stwierdzi, że nie jest hedonistą.
Jeśli od kogoś mam coś wymagać to zawsze na samym początku będę wymagał tego od siebie.
_________________ A! No i jeszcze jedno! Weź się uśmiechnij ! No i jako bonus dam klucz do sukcesu: c10h12n2o + c9h13no3... TADAM!
Pomógł: 29 razy Informacje: Dołączył: 04 Sie 2009 Posty: 318 Skąd: Kraków
Profil:
Wysłany: 2009-12-30, 08:28
Mnie się Twoje wpisy podobają, zwłaszcza te ostatnie.
Ale zauważyłem w nich jedną rzecz - otóż - piszesz że jesteś hedonistą, piszesz o tej dziewczynie, z którą sypiasz, piszesz o tych kilku, z którymi się spotykasz - i z tych wypowiedzi przebija mi jakby chęć "usprawiedliwienia" tego co robisz. Tego nie rozumiem.
Bo z 1 strony piszesz o tej całej swojej filozofii życiowej, pozytywnym podejściu itp, potem o kobietach, które szanujesz, a potem - tak jakby za wszelką cenę chcesz usprawiedliwić to sypianie i spotykanie się z kilkoma innymi. Dlaczego? Przecież jedno z drugim nie stoi w sprzeczności i - w moim odczuciu - złe nie jest.
_________________ Kobiety są jak wino. Im więcej, tym lepiej
Profil: Imię: Niecodzień
Mój Field Raport: 1156
Mój Dziennik: 788
Wysłany: 2010-03-08, 23:19
TEMAT: ŻYJ WIĘCEJ!
(03.03.2010)
W środowy poranek 3 marca tego roku pod salą D312 wydziału Ekonomiczno - Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zabrzmiały dźwięku utworu Briana Adamsa - Have you ever really loved a women? Drzwi otworzyły się, a w szczelinie pojawiła się moja dłoń, która chwilę tańczyła, jak gdyby dotykała kobiecego ciała. Niebawem część mojej postaci ukazała się w bardziej rozchylonych drzwiach - miałem zamknięte oczy i szeptałem słowa piosenki, która była dla mnie tłem. Kiedy ta nabrała rozmachu, wszedłem do sali w pełnej krasie, podnosząc powieki.
Miałem piękny trikolak, czyli trójkątny kapelusz, z ogromnymi pawimi piórami, czarną maskę zasłaniającą oczy, biały żabot z wpiętą broszką z czerwonym diamentem i białą koszulę, czarną kapotę z pięknymi zdobieniami, czarne spodnie oraz białe podkolanówki, a na butach perełki. W prawej ręce trzymałem dwadzieścia róż.
Zacząłem chodzić po sali i rozdawać kwiaty moim koleżankom ze specjalizacji. Śmiały się, nie dowierzały, były oczarowane. Dawno nie widziałem tak wiele dziewczyn w takim nastroju. Gdy obszedłem połowę sali, wskoczyłem na stół i zacząłem dawać kwiaty reszcie. Gdy wokal Adamsa mocno uderzył słowami You got to give her some faith - hold her tight... wyrzuciłem z lewej kieszeni ogromną ilość płatków róż, które delikatnie rozsypały się po niemalże całej sali.
Zeskoczyłem z biurka, usypałem stożek z płatków, które mi pozostały w kieszeni, a na nim położyłem złożony na trzy części list z papieru koloru ecru. Zalakowany był czerwonym woskiem, na którym wytłoczony był stempel serca i wyryta pierwsza litera mojego imienia - D. Jego treść to wiersz mojego autorstwa, napisany własnoręcznym pismem klasycznym.
Napisałbym milion słów – nic po nich,
albowiem wszystkie te wiersze mógłbym zgnieść w dłoni.
Obdarowałbym setką róż, czekoladek i uśmiechów,
ale co by to znaczyło wobec głębi waszych oczu?
Ukradłbym niebo i podbiłbym piekło,
jednak gdybym to zrobił, wciąż byłoby mi mało.
By wyrazić w mowie i czynie moje do Was uczucie
- wszystko powyższe zawieram w tej emocji nieuchwytnej.
Tańczyłem jeszcze chwilę, dając kobietom możliwość cieszenia się widokiem mojej osoby, rzuciłem różę na stół i z brawami opuszczałem salę, której drzwi zamknęły się w momencie, kiedy gitara Adamsa wydała z siebie ostatnie tchnienie.
W takim stroju i z różami udałem się również na naukę tańca, dziewczyny były w szoku. Dzisiaj, w dzień kobiet, składam najserdeczniejsze życzenia wszystkim przedstawicielkom płci pięknej. Dzisiaj nie mam już swojego stroju, ale jego wspomnienie jak najbardziej. Dzisiaj możecie je zobaczyć na zdjęciach (umieszczonych na stronie internetowej). Adres tej strony wydrukowałem na małych karteczkach i rozdawałem na całym wydziale Ekonomiczno - Socjologicznym.
Niemożliwe, prawda? To jest bajka, tego nie było, a ja sobie zmyśliłem tą historyjkę. Podobno mam talent do pisania i wszystko umiem podkolorować. Wiem o tym, że wielu z was myśli, że jestem kowbojem klawiatury, który nigdy nie odważyłby się zrobić dziewczynom takiego numeru. Wiem, że niektórzy z was nie wierzą w to co pisałem do tej pory, więc dlaczego mieliby wierzyć w to co piszę teraz? Dlatego tym razem postanowiłem udokumentować mój wyczyn fotografiami, które były posłane do moich wszystkich koleżanek z grupy i kobiet - klik raz, klik dwa, klik trzy, klik cztery, klik pięć, klik sześć.
Tamta środa była dla mnie bardzo ważna - pokazała mi jak wygląda proces zamieniania marzeń w rzeczywistość, czyli proces, który czyni nas ludźmi. W trakcie podchodzenia do dziesiątek dziewczyn już nie odczuwam tej charakterystycznej adrenaliny... brakuje mi jej. Ta akcja pozwoliła mi kolejny raz popłynąć na wyżynach fali życia z maksymalną prędkością. Wiem, że moje życie będzie takie jak zaplanowałem.
Przedwczoraj moja siostra i jej mąż mieli włamanie, skradziono rowery, przyjechała policja, dużo szumu i stresu. Wszystko to pokazało mi jak niewiele jest wart nasz świat i o co naprawdę należy walczyć - o emocje, o wspomnienia, jestem ich łowcą, z nimi chcę iść do grobu i właśnie je ukradnę z ziemskiego padołu.
Dojrzałem wreszcie do tego, żeby całą tą wiedzą się podzielić. Ten szczególny dzień jest datą oficjalnej premiery mojego bloga. Pracowałem nad nim kilka miesięcy, nadal jest jeszcze kilka niedociągnięć, ale całość prezentuje się całkiem nieźle. Wszystkie informacje znajdziecie klikając na link, który umieszczam w odpowiednim temacie, żeby nie łamać regulaminu forum.
Życzę owocnej lektury i tego, żebyście żyli na krawędzi, bo inaczej się żyć nie opłaca,
Smiler
[ Dodano: 2010-03-08, 23:44 ]
Administrację prosiłbym o usunięcie znacznika "[/youtube]" z samego końca (tuż za filmikiem), a zaraz po tym tego tekstu. Dzięki !
Smiller, jesteś legendą tego forum. Pamietam, jak jakiś czas temu (dawno to było:) ) czytałem Twoje pierwsze posty (o podchodzeniu na ulicy, do tej pory mam w głowie tekst o siłaczce - nie wiem czemu ; ) ).
Jesteś miszcz! Gretuluje! Czemu ja na to nie wpadłem?;<
Napewno będę stałym czytelnikiem Twojego bloga.
Aha, i dzięki wielkie, w gruncie rzeczy - Twoje posty odniosły duży wpływ na to, w którą stronę chcę podążać i... od czasu kiedy tu trafiłem, od czasu kiedy przeczytałem Twoj dziennik od deski do deski - naprawdę dużo się zmieniło.
Pozdrawiam,
Q.
Pomogła: 1 raz Informacje: Dołączyła: 26 Lut 2010 Posty: 16
Profil:
Wysłany: 2010-03-10, 15:07
oki, oki chłopak fantazję ma,ale takiego Don Juana to w każdym większy mieście można znaleźć. Zaimponować dziewczynie można stosunkowo łatwo, zależy to od tego co jest jej fetyszem,ale dorosnąc później do jej oczekiwań do już trudniej. A te fotki to przesadzone.
Profil: Imię: Niecodzień
Mój Field Raport: 1156
Mój Dziennik: 788
Wysłany: 2010-03-10, 18:26
Pokaż swoje fotki w jakimś przesadzonym stroju, Słoneczko ! Mam ochotę na coś orientalnego, egipski makijaż mile widzialny .
PS 2
Proszę administrację również o zmianę daty - pokręciło mi i tamta środa to 03.03.2010 był ;P :*.
[ Dodano: 2010-04-26, 14:18 ] TEMAT: TEORIA FRAJERA CZYLI SKĄD SIĘ BIORĄ MĘSKIE ŚWINIE ;P
(25.04.2010)
SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Czym jest tożsamość?
3. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny
4. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny u kobiety
5. Interakcje mężczyzn i kobiet
6. Podsumowanie
7. Wniosek ostateczny
1. Wstęp
Wreszcie się zebrałem do tego, żeby opracować zarys mojej koncepcji, którą nazwałem roboczo teorią frajera, czyli próbą wytłumaczenia dlaczego prawdziwi mężczyźni mogą mieć problemy ze znalezieniem kobiety i tym dlaczego kobiety "nie chcą" prawdziwych mężczyzn. Będzie troszkę teoretyzowania, wyrzutów frustracji, ale i śmiechu oraz kilka myśli, które mam nadzieję, sprowokują jakąś dyskusję.
Tożsamość mężczyzny jest mi o tyle bliska, że sam musiałem jej długo szukać i nadal to robię. W poprzednich postach pisałem co nieco o moim życiu prywatnym i tym jak wpłynęło na mnie PUA. Generalnie mając już niemalże 24 lata widzę jakie spustoszenie w mojej głowie wywołał brak ojca. Nie wiedziałem co to znaczy być mężczyzną i mam z tym problemy do dzisiaj. W dodatku mój "stary" należał do tego typu ludzi, którzy swoją samoocenę podnoszą ubliżając wszystkim dookoła. Jest to powodem tego, że często boję się świata i czuję się zagubiony. Na szczęście walczę i wiem, że jest możliwe pozbycie się tego problemu. Musiałem oczyścić te gruzy i zacząć budować wszystko od nowa, szukając siebie i budując od zera. Cieszę się, że traktuje to jako wyzwanie. Zdają sobie również sprawę z tego, że część frustrata będzie mi towarzyszyła do końca życia. Chciałbym móc ją kiedyś wypłakać.
Wpis ten dotyczyć będzie tego jak tworzy się w człowieku tożsamość mężczyzny, jak się rozwija, jaki to ma na niego wpływ oraz jak to wszystko wygląda w interakcji damsko - męskiej. Punktem wyjściowym do teorii frajera jest jedna z psychologicznych/socjologicznych koncepcji kształtowania się tożsamości mężczyzny przyjmującej, że tworzy się ona jako protest w stosunku do tożsamości kobiety. Ja idę za ciosem i pokazuję jakie etapy trzeba przejść, aby stać się mężczyzną oraz jak kobieta tworzy swoją postawę wobec świata.
Powtórzę jeszcze raz - jest to tylko zarys.
2. Czym jest tożsamość?
Na początek pojedziemy sobie trochę wikipedią !
Cytat 1 napisał/a:
Tożsamość - to wizja własnej osoby, jaką człowiek ma: właściwości wyglądu, psychiki i zachowania się z punktu widzenia ich odrębności i niepowtarzalności u innych ludzi.
W psychologii pojęcie tożsamości występuje w kontekście dwu najważniejszych dla człowieka relacji:
- stosunku do siebie samego
- stosunku do innych ludzi, a więc zarazem do kultury i tradycji.
Wskazuje ono na szczególny typ związku, jaki łączy podmiot z nim samym:
- z jednej strony, z jego własną psychofizyczną i moralną kondycją
- z drugiej zaś na związek z innymi.
Związek ten opiera się na mniej lub bardziej świadomych postawach wobec wyróżnionych wartości, których nosicielem jest zarówno sam podmiot, jak i inni ludzie, kultura.
Wobec pojęcia tożsamości wyróżniane są:
- tożsamość społeczna - uświadomienie sobie wspólnych właściwości z grupą, w której jednostka żyje, poczucie przynależności do grupy i dostrzeżenie odrębności grupy.
- tożsamość osobista - dostrzeżenie tego, co różni jednostkę od innych, powstawanie sądów na temat własnej osoby.
Tożsamość społeczna to okazywanie innym jednostkom i samemu sobie identyfikacji (utożsamiania się) z jakimś elementami rzeczywistości społecznej.
Tożsamość społeczna ujmowana jest najczęściej w kategoriach psychologicznych, socjologicznych i kulturowych. Jest to tożsamość jednostki, grupy społecznej lub zbiorowości, dzięki której i poprzez którą umiejscawia ona samą siebie w jakimś obszarze rzeczywistości społecznej bądź też sama jest osadzana w tej rzeczywistości przez zewnętrznego obserwatora (inną jednostkę, grupę zbiorowości).
W naukach społecznych szczególnie psychologii i socjologii tożsamość jest pojęciem wieloznacznym. Można ją ujmować w sposób obiektywny bądź też subiektywny:
- obiektywne ujęcie kładzie nacisk na role, pozycje, stosunki społeczne łączące jednostkę z grupami społecznymi
- tożsamość w ujęciu subiektywnym łączy się z poczuciem tożsamości oraz jej samoświadomością, gdzie ważne są treści wewnętrzne jednostki, takie jak rozwiązywanie konfliktów czy realizacja zadań sobie postawionych.
Tożsamość osobista to takie cechy, które określają nas samych. Zaliczamy do nich: cechy psychologiczne, cechy fizyczne, zainteresowania intelektualne, sposób odnoszenia się do innych, upodobania. Zaś tożsamość społeczną identyfikują terminy określające członkostwo w grupach społecznych, między innymi płeć, wiek, narodowość, afiliacja polityczna, religia. Tożsamość społeczna jest zespołem identyfikacji społecznej, która oznacza proces umieszczania i definiowania zarówno siebie, jak i innych w różnych kategoriach społecznych. Tożsamość osobista i tożsamość społeczna są współzależne.
Tożsamość osobista – bycie tym samym człowiekiem (tą samą osobą), bycie sobą, bycie tym za kogo się podajemy. Tożsamość to więcej, niż identyczność, jednakowość - przykładowo dwóch braci bliźniaków może wyglądać identycznie, jednak każdy z nich będzie miał własną tożsamość. Jest to fakt, że ktoś jest tą osobą, za którą się podaje. Fakt, że ktoś nosi takie, a nie inne nazwisko.
Z pojęciem tym związany jest dokument tożsamości wydawany człowiekowi, w szczególności własnemu obywatelowi, przez władze państwa. Zawiera on w materialnie utrwalony sposób - za pomocą pisma tradycyjnego lub zapisu w mikrokości elektronicznej - dane identyfikacyjne tego człowieka, jak fotografia, dane personalne, dane biometryczne, a także dane związane z państwem (nazwa, unikalny numer dokumentu, organ wydający, data wydania).
Z powyższych notatek wyłania się pewna wizja definicji tożsamości, którą dla moich dalszych celów ująłbym następująco :
- wizja o nas samych (zdobyta na podstawie samoświadomości [jaźń subiektywna] i naszych myśli o nas samych zdobytych na podstawie tego co myślą o nas inni [jaźń odzwierciedlona])
- zbiór cech, które warunkują nas jako uczestników życia społecznego (tożsamość społeczna; np. tożsamość mężczyzny, uwodziciela)
- zbiór cech, które odróżnia nas od społeczeństwa (niestety często zatracany na rzecz powyższej).
3. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny
Założenie jest takie, że stawanie się mężczyzną to trójetapowy proces:
AFC -> PRZECIĘTNIAK -> MĘŻCZYZNA
(Tutaj omówiony jest punkt wyjściowy) Większość chłopców przez pierwszą część swojego życia jest wychowywana przez matki i przez to młode facety nabierają cech typowo kobiecych. W późniejszych etapach życia, kiedy dziecko jest większe i umie komunikować się z otoczeniem, następuje zerwanie tej więzi i początek budowania tożsamości mężczyzny. Budowanie to polega na niszczeniu w sobie kobiecych cech i zastępowanie ich ich antonimami (przeciwieństwami):
- dziewczynki są grzeczne -> chłopcy nie są grzeczni
- dziewczynki są blisko domowego ogniska -> chłopcy uciekają od niego jak najdalej się da
- dziewczynki mają pewne cechy charakterologiczne (np. są strachliwe) - chłopcy ich się pozbywają (np. są "odważni").
Stąd też dorośli faceci są wykluczani poza nawias męskiego życia (np. są wyśmiewani), jeśli nie pozbyli się cech charakteru utożsamianych z kobiecymi (są bierni, strachliwi, służalczy... czyli needy i AFC). Jest to też wytłumaczenie tego dlaczego mężczyźni nie lubią homoseksualistów - traktują ich właśnie jako takich, którzy nie złamali schematu.
(Tu zaczyna się teoria właściwa) Pozwolę sobie cytować siebie :
Cytat 4 napisał/a:
AFC to skrót od Avarage Frustrated Chump, czyli Pospolitego Sfrustrowanego Frajera (w Polsce często spotykanym określeniem takiej osoby jest miano Męskiej Łajzy). AFC to nie ostateczny kształt człowieka tylko jedna z faz na drodze stawania się mężczyzną, przechodzi przez nią każdy, niektórzy jednak zostają w niej na bardzo długo.
Zachowanie AFC jest potrzebne mężczyźnie do budowania swojej osobowości – musi on się dowiedzieć jak nie postępować w przyszłości z kobietami. Typowy AFC wychodzi z założenia, że w stosunku do płci przeciwnej trzeba być uległym, obdarowywać setką kwiatów i podarków oraz pozostawić inicjatywę w jej rękach. AFC jest bierny, nie jest pewny siebie, pozostaje na uboczu życia i ludzi. Swoim zachowaniem przypomina sługę lub chusteczką, w którą kobieta może wytrzeć łzy i się wysmarkać opowiadając o swoich problemach miłosnych.
Zazwyczaj z fazą AFC związane jest zdarzenie, które sprawia ból, dzięki któremu przyszły mężczyzna nabiera dystansu do kobiet. Niestety nierzadko się dzieje, że zraniony chłopak zamyka się dla świata i obwinia o wszystko kobiety. Jest to powodem narastającej frustracji, a w skrajnych przypadkach, według mnie, szowinizmu.
AFC to nie cechy wyglądu, ale usposobienia. Jest w tym przypadku bez znaczenia czy AFC będzie wyglądał jak typowy geek czy dres, znaczenie ma fakt, że chodzi za "swoją kobietą" jak pies za panią. Różnica między geekiem i dresem jest taka, że są wychyleni w przeciwne strony reakcji na bodźce, które powodują u nich strach:
- u geeka jest to uciekanie od świata i chowanie się wewnątrz siebie
- u dresa jest to agresja (tym bardziej znacząca, że zazwyczaj są więksi od innych ludzi i działa mechanizm biologiczny większy=>silniejszy=>bardziej dominujący=>bardziej "męski").
Ostatni akapit cytowanego wcześniej fragmentu zwraca uwagę na fakt, że ból spowodowany związkiem z obiektem westchnień jest przełomem. Mężczyzna dochodzi do wniosku, że już nie będzie się zachowywał w stosunku do kobiet w taki sposób i zaczyna grać w zupełnie inną grę, wchodzi w okres PRZECIĘTNIAKA.
Cytat 5 napisał/a:
Osoba taka nie ma problemów w kontaktach z innymi, zazwyczaj miał lub ma dziewczynę, studiuje, pracuje, etc. Można spokojnie stwierdzić, że jest standardowym facetem. Niemniej jednak osoby takie żyją od jednego punktu życia do drugiego, nie mają planów na przyszłość, są niezdecydowane, nie pracują nad sobą (i często regularne upijanie w barze do nieprzytomności uważają za męskie). Kobiety mówią o nich, że częściej pewnych rzeczy mogliby się domyślać lub, że brakuje im "tego czegoś". Wypaczeniem w tej fazie jest zawieszenie w próżni życia – brak planów, monotonia, jednostajność. Tacy ludzie stanowią znaczną większość społeczeństwa, szczególnie w Polsce.
Mogą oni naturalnie posiadać cechy typowo "alfa", ale nie pielęgnują ich i pozwalają, żeby to one kierowały nimi, a nie na odwrót. Takie osoby są odważne zazwyczaj tylko wśród znajomych, nie mają cech zdobywcy i w przypadkach nietypowych sytuacji społecznych wracają do zachowania AFC (np. na imprezie z nowopoznanymi ludźmi są bierni, "szwędają się", nie wykazują inicjatywy; ciężko odnaleźć im się w nowych miesjcach [kiepska mobilność intelektualna i osobowościowa]).
Niestety, ale nie jestem w stanie określić bodźca, jaki wpływa na to, że w tym etapie dochodzi przełamania i ponownego szukania siebie, które skutkuje tym, że zaczynamy stawać się MĘŻCZYZNĄ:
Cytat 6 napisał/a:
Mężczyzna to osoba, która ma określoną wizję siebie, którą realizuje, nie zraża się porażkami, jest konsekwentna w swoim postępowaniu i posiada cechy charakteru, które wyrobiły się w niej w poprzednich okresach. Wszystko to wpłynęło na posiadanie statusu społecznego, odpowiednich dóbr materialnych, planów na przyszłość i sposób obchodzenia się z kobietami, tak przez nie pożądany.
Wypaczeniem w tym przypadku jest przedmiotowe traktowanie ludzi, które jest wyrazem tego, że taka osoba nie umie grać w grę społeczną i uzależnia nie od siebie, ale od statusu społecznego (w zasadzie może być zwykłym AFC lub przeciętniakiem, który ma status).
W moich rozważaniach na temat męskości mogę powiedzieć, że dla mnie prawdziwy mężczyzna to osoba, która ma plany na przyszłość... i to daleką przyszłość. Plan zapewnia konkretny scenariusz, pokazuje drogę i profity jakie mogą płynąć z jego realizacji. Prawdziwy mężczyzna wie czego chce od życia i sobie to bierze (a robi to odważnie jak lew i chytrze jak lis).
W tym wszystkim pomagają mu cechy osobowości, które wyrabiają się w nim na drodze stawania się prawdziwym facetem, a ja doliczyłem się takich:
Cytat 7 napisał/a:
- jest pewny siebie i ma silny charakter – ta cecha zapewnia samcowi alfa pierwsze miejsce w stadzie, bowiem jest związana z silną samowiedzą, uporem i determinacją w dążeniu do celu oraz brakiem zależności od reszty stada; dzięki temu alfa nie boi się zabierać głosu publicznie, wykonywać pierwszego kroku i ryzykować na drodze szukania nowych rozwiązań
- jest spokojny i opanowany (włada emocjami) – dzięki tym cechom alfa zawsze trzyma rękę na pulsie; decyzje, które podejmuje, związane są z logiką, a nie emocjami i dlatego w dłuższej perspektywie czasu przynoszą większe korzyści (osoba niespokojna nigdy nie upolowałaby antylopy, bo nie byłaby w stanie wysiedzieć wystarczającej ilości czasu w krzakach, aby się na nią zaczaić; obecnie osoba taka nie jest w stanie zrealizować jakiegokolwiek długoterminowego celu, którego osiągnięcie byłoby równoznaczne z powiększeniem zasobów materialnych; osoby niespokojne żyją z dnia na dzień w świadomości niepewnego jutra, a to nie zapewnia tak poszukiwanego przez kobiety spokoju i dostatku, niezbędnych przy chęci wydania na świat potomstwa)
- posiada ogładę towarzyską – samiec alfa opiera swoje kontakty z innymi na szczerej przyjaźni, nagradzaniu i pozytywnych emocjach, dzięki czemu zyskuje lojalność i jest zawsze mile widziany w grupie (z czym związane są profity w postaci informacji), alfa umie rozwiązywać konflikty w stadzie; prowadzenie władzy terrorem i strachem prędzej czy później doprowadza do jej obalenia (badania na małpach wykazały, że samiec alfa stada charakteryzował się m.in. umiejętnością godzenia zwaśnionych stron, a swoją pozycję utrzymywał nawet pomimo przegranych w konfrontacji fizycznej z innymi osobnikami)
- posiada wiedzę (informacje) – ta cecha zapewnia przewagę alfy nad innymi osobnikami w stadzie
- posiada poczucie humoru – cecha ta z ewolucyjnego punktu widzenia nie jest potrzebna ani do przetrwania, ani do rozmnażania, ale jest ważna jako umiejętność pozwalająca rozładować napięcia emocjonalne powstałe w następstwie życia; jest kluczowa w stosunku do kobiet, gdyż ich mózgi zbudowane są inaczej niż męskie i emocje odgrywają w nich znacznie większą rolę
- jest przystojny i dobrze zbudowany fizycznie – piękno to symetria, a symetria to świetna dynamika ciała przekładająca się na warunki fizyczne, które zapewniają przetrwanie.
Pragnę zwrócić uwagę, że spośród sześciu wymienionych przeze mnie atrybutów tylko jeden związany jest z wyglądem zewnętrznym.
Mężczyzna to ostateczny, lecz nie monolityczny, produkt drogi ewolucji psychiki. Moim zdaniem niezwykle rzadko osiągany z tego względu, że składa się:
- ze statusu społecznego
- z konkretnych cech charakteru
(gdzie jedno i drugie na siebie oddziałuje).
Status społeczny może osiągnąć na wiele sposobów - odwagą, sprytem, ciężką pracą. Cechy charakteru są nierzadko zależne od środowiska (albowiem ono ma duże znaczenie w ich kształtowaniu, dawaniu możliwości rozwoju). Stąd też prawdziwy mężczyzna-mężczyzna to biologiczny i społeczny "strzał w dziesiątkę", człowiek, który zgarnął absolutnie całą pulę.
4. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny u kobiety
Kobiety budują swoją tożsamość również w oparciu o kształtowanie się mężczyzn. I tak - dziewczyna poszukuje AFCpodobnie zachowującego się mężczyzny, żeby móc w sobie pobudzić cechy kobiece i dostosować je do interakcji społecznych w przyszłości (dyskusyjne jest to jakie jeszcze motywy ma kobieta do tego, aby być w takim związku). Gdy to uczyni to po tym okresie rozumie dlaczego nie chce być z takim człowiekiem i czego szukać dalej (dokładnie tak samo jak AFC uczy się jak nie postępować z kobietami).
Troszkę starsza kobieta chce być z typowym przeciętniakiem, aby znów móc rozwinąć pewne cechy osobowości i gdy tylko to zrobi - rusza dalej. Według tego założenia kobiety powinny rzucać swoich facetów w poszukiwaniu prawdziwego mężczyzny, ale tego nie robią. Wyjaśnienie daje po części książka Wojny plemników i Czerwona królowa. Ujmując to skrótowo: Jeżeli mężczyzna jest prawdziwym mężczyzną to jest obiektem pożądania kobiet. Jego misją życiową jest zapładnianie, ma do tego wszystko co jest potrzebne, więc rozsiewa swoje geny po kobietach. Chce ich rozsiać jak najwięcej i chce, żeby były najsilniejsze i najbardziej zróżnicowane, więc bardziej zależy mu na zapładnianiu dużej ilości kobiet niż jednej wielokrotnie (chyba, że jest samicą alfa... choć nawet wtedy program biologiczny robi swoje ). Kobiety przyjmują takie geny samca, który później znika, ale dla zapewnienia sobie spokoju materialnego wiążą się (lub są związane, a dziecko mają z alfa) z przeciętniakiem. Około 20% mężczyzn w Polsce wychowuje nie swoje dzieci.
Jeżeli kobieta i mężczyzna przeciętni rozejdą się, gdyż ze związku wyniosą wszystko to co było ich celem, gdy go zaczynali (dokładnie tak samo jak kobieta i mężczyzna AFC) i mają wolną rękę to mogą wkroczyć na nowy etap życia. Uważam, że u kobiet to również zdarza się niezwykle rzadko - samica alfa jest pewna siebie, z określoną wizją życia, dążąca do celów. To m.in. ta kobieta, o której katarina pisała w temacie Kobiety ponadprzeciętne... (uważam go za perełkę tego forum, gdyż patrzyłem nań właśnie przez perspektywę tego o czym teraz piszę).
Śmiem twierdzić, że kobiety, szczególnie w dzisiejszych czasach, mają znacznie większe parcie na życie. Spowodowane może to być tym, że:
- zmienił się wiek maksymalnej aktywności zawodowej, który jest z biologicznego punktu widzenia bardziej odpowiadający kobietom (biologiczne uwarunkowania aktywności życiowej, przyczyna biologiczna)
- kobiety zrzucają z siebie patriarchat, a będąc tak długo pod uciskiem mają większe parcie na wolność, można to odnieść np. do Polski w okresie rozbiorów i naszego parcia na odzyskanie niepodległości (przyczyna społeczna).
Powyższe powoduje, że mężczyźni za bardzo nie wiedzą co się dzieje i zmuszeni są redefinicji tożsamości mężczyzny (czego przejawem jest chociażby ruch PUA). Kobiety po prostu wywalczyły sobie pewną pozycję i dzięki temu mają większe możliwości rozwojowe co wpływa na to, że częściej niż kiedyś tworzą się samice alfa.
5. Interakcje mężczyzn i kobiet
U takich kobiet pojawia się problem związany z tym, że szukają określonego faceta. Niestety ewolucja ukształtowała nas w sposób, który warunkuje stosunki damsko-męskie dając mężczyżnie rolę zdobywcy, a kobiecie rolę tej, która ewentualnie pozwala być zdobytą (łopatologiczne - to kobiety rządzą seksem ).
Jeśli więc kobieta alfa chce zdobyć mężczyznę (lub coś od mężczyzny) to będzie musiała się nauczyć tego przechodząc dokładnie taką samą drogę, jaką przebył mężczyzna:
AFCowiczka -> PRZECIĘTNIACZKA -> KOBIETA.
Pragnę zwrócić tutaj uwagę na fakt, że większość kobiet, gdy chce zdobyć jakiegoś mężczyznę zachowuje się dokładnie w taki sposób, w jaki same nienawidzą być traktowane, o czym doskonale zdają sobie sprawę koledzy po fachu (i koleżanki po fochu, lol):
- bycie natrętną
- zachowywanie się jak rozkapryszona dziewczynka
- dziwne smsy
- etc.
Czy więc kobieta i mężczyzna mogą być w ogóle szczęśliwi? I tak i nie. Jeśli skupimy się na realizowaniu planu ewolucyjnego to mamy dwa wyjścia:
- samiec alfa, który zapładnia dużą ilość partnerek (i zyskuje ewolucyjne zwycięstwo)
- samiec alfa, który wiąże się z jedną kobietą, ale w najlepszej wersji z możliwych.
I znowu ja:
Cytat 8 napisał/a:
Mężczyźni mają niesamowitą ilość komórek rozrodczych, a każdego dnia produkowane są kolejne miliony nowych. W naszych jądrach zachodzi permanentny proces zastępowania starych plemników nowymi, a w związku z tym, że mamy ich dużo, możemy sobie pozwolić na swobodę (zupełnie jak z pieniędzmi – gdy mamy do dyspozycji dużą ich ilość to się z nimi nie liczymy). Chcemy rozdać naszą pulę genetyczną jak największej ilości potencjalnych partnerek, więc patrząc na kobietę musimy umieć szybko ocenić czy spełnia nasze warunki czy nie. Rozpoczęło się to w czasach prehistorycznych i trwało na szlaku ewolucyjnym, stąd zmysły pobudzenia seksualnego u mężczyzn połączyły się z ośrodkami wzrokowymi i dlatego tak ważny jest dla nas wygląd zewnętrzny partnerki.
Kobiety mają do dyspozycji tylko jedną komórkę rozrodczą na miesiąc i to w dodatku przez ograniczoną ilość czasu życia (a wiemy jak dysponuje się gotówką, kiedy mamy bardzo mało grosza przy duszy). Biologiczne konsekwencje zapłodnienia są dla kobiety o wiele dalej idącymi niż dla mężczyzny:
- dziecko rozwija się u kobiety w ciele, więc nakład energii włożony w utrzymanie siebie i płodu musi być znacznie większy niż normalnie
- w trakcie ciąży kobieta nie jest tak sprawna fizycznie jak normalnie
- po okresie 9 miesięcy kobieta wyda na świat najprawdopodobniej jedno dziecko, w tym czasie mężczyzna może zapłodnić znacznie większą ilość partnerek
- po okresie ciąży organizm kobiety jest wycieńczony i potrzebuje czasu i energii na dojście do siebie.
Nic przeto dziwnego, że w swoich wyborach kobiety musiały i muszą być znacznie bardziej rozważne niż mężczyźni. Kierując się swoim dobrem i przyszłym dobrem dziecka, wybierały najlepszych spośród najlepszych, z genami dającymi największe szanse przetrwania jej i potomstwu (60% predyspozycji charakterologicznych dziedziczonych jest po rodzicach) i dlatego dla kobiety ważniejszy od wyglądu fizycznego jest status społeczny (z którym wiąże się dostęp do dóbr). Prehistoryczna kobieta patrzyła na samca i musiała umieć wyobrazić go sobie w roli przyszłego partnera, ojca jej dzieci, kochanka i przyjaciela, a to jest powód, dla którego u płci pięknej zmysły pobudzenia seksualnego połączyły się z ośrodkami wyobraźni (stąd tak duża skuteczność NLS).
Mężczyźni mówią, że kobiety lecą tylko na pieniądze. Zgadzam się, ale nie zapomnijmy wtedy dodać, że mężczyźni lecą tylko na piękne panie. Dla kobiety biedny i nudny mężczyzna jest tym czym dla nas jest gruba i niezadbana kobieta. Wniosek jaki z tego wypływa jest taki, że bodźce stymulujące kobiety są zupełnie innymi bodźcami niż te, które działają na mężczyzn.
Cytat 9 napisał/a:
Gdybyśmy przenieśli się kilkaset tysięcy lat wstecz to zrozumielibyśmy, że mężczyzna, który zapłodnił 100 partnerek i skupił się na dalszym zapładnianiu, nie odniósł sukcesu ewolucyjnego, albowiem spośród tej ilości kobiet niewiele było w stanie samotnie urodzić i wychować potomstwo, więc w ostatecznym rozrachunku jego pula genetyczna przepadała. Musiał się związać, aby utrzymać potomstwo przy życiu. A skoro naszym biologicznym powołaniem jest rozsiewanie genów po jak największej ilości samic to ograniczenie się do jednej jest naszą ewolucyjną porażką. W zamian za tą porażkę chcemy mieć pewność, że dziecko które z tego związku się narodzi, będzie naszym dzieckiem.
Te biologiczne uwarunkowania przyniosły konsekwencje w naszym społeczeństwie w postaci obarczenia obu płci pewnymi ciężarami kulturowym. Jednym z nich jest wierność mężczyzn w związku i hasło facet to świnia, kiedy tylko obejrzymy się za inną kobietą (wywieranie wpływu na mężczyzn, aby byli tylko z jedną partnerką). Drugi mówi, że jeśli mężczyzna ma wiele partnerek seksualnych to jest uznawany za wspaniałego kochanka, uwodziciela i alfonsa, a jeżeli kobieta ma więcej niż kilku partnerów to krąży o niej opinia ladacznicy (wywieranie wpływu na kobiety, aby były tylko z jednym partnerem).
Dlatego mężczyźni chcą, aby dla kobiet, z którymi będą się kochać, byli pierwszymi partnerami. Dlatego kobiety chcą, aby dla mężczyzn, z którymi będą się kochać, były ostatnimi partnerkami.
oraz
Cytat 10 napisał/a:
O tym, że życie to nie bajka było wiadomo na długo przed tym nim jaskiniowcy stworzyli pierwsze malunki ścienne. Powszechna była również wiedza, że życie nic nikomu nie daje, a jeśli uważamy, że coś nam się od niego należy to trzeba to sobie wyszarpać. Tak było kiedyś i tak samo jest dzisiaj.
Z zapewnieniem sobie nawzajem dostępu do dóbr związane są pewne cechy, jak np. pewność siebie, siła charakteru, upór w dążeniu do celu, umiejętność łamania powszechnych schematów, spokój i panowanie nad emocjami lub poczucie humoru. Takie cechy finalnie zapewniały dostatek, a przez to stały się pożądanymi w oczach kobiet. Dodatkowo, im mężczyzna był starszy, pewniejszy siebie i silniejszy na duchu, tym lepiej to o nim świadczyło, gdyż potwierdzało jego wartość, jako człowieka, który ma geny zapewniające przetrwanie w brutalnej rzeczywistości.
W hipotetycznej sytuacji, kiedy to dziewiątkę typowych dresiarzy zrzucilibyśmy z żołnierzem jednostki specjalnej w dzikie tereny dżungli to samcem alfa w tej grupie byłby nie kto inny jak żołnierz. W łącznym rozrachunku może być słabszy od nich wszystkich, ale ma silniejszy charakter (wie, że sukces tkwi w uporze i konsekwencji, a prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak walczy, ale jak szybko jest się w stanie podnieść po porażce). W walce bezpośredniej przegrałby (9 na 1), ale nikt by go nie ruszył, albowiem jeśli wspomniani dresiarze mieliby choć trochę oleju w głowie to szybko zdaliby sobie sprawę, że jest im niezbędny do przetrwania jako osoba, która ma wiedzę o tym jak żyć w skrajnych warunkach (a nawet gdyby miał słabszy charakter to pewne cechy miałyby większą szansę się w nim rozwinąć w takiej sytuacji niż u reszty towarzystwa).
Samiec alfa, czyli przywódca stada, pojawił się więc jako jednostka mająca przede wszystkim wspomniane cechy charakteru i wiedzę o przetrwaniu, albowiem to dawało profity stadu. Siła i kondycja fizyczna była na dalszym planie, alfa od brudnej roboty miał po prostu ludzi.
I tak jak poprzednio – schemat ten przełożył się na nasze czasy. Dzisiejszym wyznacznikiem pozycji w stadzie jest status społeczny. Co z tego, że ktoś może się rewelacyjnie bić i być niesamowicie silnym fizyczne, skoro inny, zarabia o wiele więcej, jest lubiany przez innych, popularny i ma niesamowite kontakty? Kogo wybierze kobieta? Tego, który zapewni jej przetrwanie, a typowy kark to ktoś, kto nie potrafi ogarnąć siebie, a co dopiero kobiety.
Prehistoryczny samiec alfa miał dostęp do dóbr i do kobiet, więc traktował je z góry, bo wiedział, że zawsze może mieć je pod dostatkiem, ale przede wszystkim w stosunku do nich był wymagający. Dlatego kobiety lubią czuć, że mają przy sobie mężczyznę, który zna swoją wartość i dlatego lecą na (słodkich) chamów i prostaków – te cechy są charakterystyczne u alfy, bo zapewniały pozycję w stadzie. Ale cechy te przede wszystkim idą w parze z ogładą towarzyską i wiedzą (dawały lojalność i perspektywy na zyski). Bez tych czynników alfa byłby tylko chamem i prostakiem, a takich zubożałych form są tysiące i wcale nie wyróżniają się od reszty.
Mówiąc prościej - kobieta alfa chce na świat wydać potomstwo najwyższej klasy, potrzebny jej jest ku temu samiec alfa i albo będzie to dziecko wychowywała sama, albo z nim. Niemniej jednak jej obiekt pożądania zmienia się z wraz z wiekiem i dlatego kobieta potrzebuje wciąż i wciąż testować swojego mężczyznę (i dobrze!).
Jak już wspomniałem w cytacie (patrz cytat 8) - dla kobiet ważniejszy jest status społeczny niż wygląd i dałem ku temu logiczny dowód. Dlatego rada dla wszystkich uwodzicieli - chcecie mieć branie to chodźcie do klubów, gdzie na wstepie macie wyższy status:
- jesteś w liceum -> chodź tam, gdzie się bawią gimnazjalistki
- jesteś studentem -> chodź tam, gdzie się bawią licealistki
- jesteś ustatkowany -> chodź tam gdzie się bawią studentki.
I na studentkach można zakończyć, cytując z tematu o kobietach ponadprzeciętnych ;P:
Cytat 11 napisał/a:
smiler (cytat 11.1) napisał/a:
Kiedy macie po 20-parę lat to jesteście w kwiecie wieku - to wy dyktujecie warunki, bo jesteście obiektem pożądania. Waszym męskim odpowiednikiem jest koleś z wykształceniem wyższym, który jest ustatkowany, zazwyczaj w rejonach 30-stki. Na takich jak ja nawet nie zwracacie uwagi. Szalejecie, a oni z wami, ale każda przygoda ma to do siebie, że kiedyś się kończy. Czas mija, nagle wy macie 30 lat i mówicie sobie "O kurcze! Czas się ustatkować", niestety nikt wtedy nie zwróci na was uwagi, bo Ci, z których się śmiałyście staną się wtedy obiektem waszego pożądania, ale my wtedy będziemy woleli młodsze. Kobiety nigdy nie potrafiły spojrzeć mężczyznom głęboko w oczy i zobaczyć co się tam kryje.
Kiedy idę do klubu to jestem deklasowany przez kolesi o dwa, trzy lata ode mnie starszych, którzy mają jakąś kasę, np. 4 tys. na miesiąc. Ja wiem, że będę bogaty, mam do tego rewelacyjne wręcz predyspozycje. Ale predyspozycje nie pomagają - nie pomaga to, że jestem świetnym, przystojnym facetem, z dużą ilością zainteresowań, zdolności, facetem przystojnym, który włożył w siebie niesamowitą ilość pracy. Nie mam kasy, więc odpadam... Mówicie wtedy "życie". A kiedy już będę miał hajss to takie panny będą w wieku, który będzie je ustawiał daleko poza zasięgiem ich szans u mnie i wtedy ja wam powiem "życie".
radekpa (cytat 11.2) napisał/a:
Niestety praktyka to potwierdza- bo niby kim jest (z życia wzięte) studentka 19 lat która jedzie za pożyczone pieniądze do Hiszpanii by spotykać się z widzianym kilka razy w życiu 36 letnim Brazylijczykiem?...
chez (cytat 11.3) napisał/a:
Wieśniarą.
A żaden szanujący się mężczyzna nie będzie się z takimi kobietami zadawał... tylko będzie je rżnął.
6. Podsumowanie WNIOSEK 1:
Ostatecznie wychodzę z założenia, że żeby stać się mężczyzną trzeba przejść przez trzy etapy:
1. AFC
2. PRZECIĘTNIAK
3. MĘŻCZYZNA.
Aby to uzyskać konieczne są interakcje z kobietami i jedną konkretną (która doprowadzi do złamania w nas obecnej tożsamości), bo dzięki temu budujemy podwaliny pod kolejny etap. Jeśli nie ma w naszym otoczeniu tożsamości kobiety to możemy mieć poważne problemy z wkroczeniem w kolejny etap (pewnie nie tylko ja widziałem typowych geeków i dresiarzy w wieku 30-40 lat).
Dokładnie takie same etapy musi przejść kobieta - aby w pełni się nią stać potrzebuje płci przeciwnej. Jeśli nie miała chłopaka w wieku np. 20 lat to wielce prawdopodobne, że w związku z nim (najprawdopodobniej AFC) będzie się zachowywała tak samo jak jak 16sto latka, która jest w związku.
Kobiety i mężczyźni muszą po prostu do siebie dojrzewać.
WNIOSEK 2:
Jeśli stawiamy się w sytuacji, do której nie przywykliśmy to możemy cofać się w etapach. Np. PRZECIĘTNIAK na imprezie z nowym towarzystwem zachowuje się jak AFC, a młody mężczyzna może zachowywać się jak PRZECIĘTNIAK (AFC jeszcze bardziej okopuje się na swojej pozycji). Podrywanie jest jedną z takich sytuacji.
WNIOSEK 3:
Atrakcyjność społeczna w przypadku mężczyzn to status społeczny, a kobiet piękno (patrz cytat 8). I jedno i drugie jest mobilne.
Dla przykładu - młoda kobieta alfa mogła być w liceum z mężczyzną, który był kapitanem drużyny football'owej, ale już w collage'u jest zwykłym studentem. W liceum był najlepszą wersją mężczyzny jaką mogła zdobyć (do danych warunków), ale jego status drastycznie spadł w dół. Szuka więc kolejnego mężczyzny, który w danym momencie będzie najlepszą pulą genetyczną dla danego środowiska i znajduje. Jeśli po skończonych studiach nie będzie się rozwijał - rzuci go. Kobieta ma na swoich barkach misję, w której jest odpowiedzialna za przetrwanie gatunku, więc zawsze musi iść do przodu. Zawsze.
Samiec alfa może być z kobietą, która jest ładna w liceum, ale jeśli na studiach znajdzie ładniejszą - rzuci ją. Jeśli kobieta będzie szybko się starzała i brzydła - to samo.
DLATEGO APELUJĘ DO KOBIET!!!
Dbajcie o siebie, dziewczyny! Odżywiajcie się zdrowo i wykonujcie dużą aktywność fizyczną. Teraz możecie być piękne, ale piękno przemija! Możecie mieć w genach piękne tyłki, ale jak w tygodniu będziecie opierniczały pizze i ciastka, paląc papierochy, to nie wróżę wam dobrej przyszłości. A potem do nas macie pretensje jak sypiamy z młodszymi i ładniejszymi.
I APELUJĘ RÓWNIEŻ DO MĘŻCZYZN!!!
Dbajcie o siebie, faceci! Określajcie swoje cele życiowe, wykorzystujcie studia do budowania swojej kariery, zastanawiajcie się nad przyszłością, róbcie hajs. Możecie mieć w genach niezłe cechy charakteru, ale jak nie będziecie o nie dbać to nie wróżę wam dobrej przyszłości. A potem do kobiet macie pretensje jak sypiają z bogatszymi i z wyższym statusem.
Atrakcyjna kobieta i mężczyzna to jednostki, które są absolutnie w zasięgu naszych możliwości, ale żeby takimi być kobieta i mężczyzna muszą drogę, której cel jest ten sam, zacząć z zupełnie innej strony.
WNIOSEK 4:
Nasz los jest w naszych rękach.
Budowanie charakteru to ciężka praca, ale jej celem jest zrozumienie, że nasze życie zależy tylko i wyłącznie od nas! Pisze o tym np. Covey w 7 nawykach.... Jasne, że zależne jest to od systemu kulturowego (w USA kładzie się nacisk na indywidualizm, a na wschodzie (Chiny, Japonia) na grupę), ale my żyjemy w kraju, któremu bliżej do koncepcji indywidualistycznej.
Jechałem kiedyś autobusem i weszło dwóch młodych dresików. Gdy autobus wykonywał skręt, zwrócili uwagę na dziewczynę (na moje oko licealistkę), która szła ulicą i od razu poleciały komentarze:
- Zobacz jaka suka!
- Ciekawe komu daje dupy?
- Pewnie z jakim frajerem się puka.
- No przecież to widać po niej!
Dlaczego tak jest? Wyjaśnienie jest bardzo proste: Łatwiej obarczyć kobietę negatywnymi opiniami i nakleić jej łatkę dzi*ki i znaleźć w ten sposób dla siebie usprawiedliwienie niż spojrzeć sobie w prosto w twarz i powiedzieć kim się naprawdę jest. Bo przecież "jeśli dziewczyna jest ku*wą to my nie będziemy się z nią zadawać, bo jesteśmy od niej lepsi" jest znacznie łatwiejszym zabiegiem myślowym niż konfrontacja z "jestem frajerem, który boi się do niej podejść i porozmawiać jak człowiek z człowiekiem".
To można pięknie przełożyć na politykę. Oto mamy Polskę - jednego wielkego frustrata. Wszędzie naokoło Żydzi, Niemcy, Ruskie, Ukraińcy, Amerykany. Wszyscy chcą nas okraść, zrobić z nas frajerów, wykupić i doprowadzić do rozbiorów. Łatwiej jest nam obarczyć innych odpowiedzialnością i użalać się nad sobą niż dojść do wniosku, że jak kraj jesteśmy słabi i potrzebujemy zacząć nad sobą pracować.
Gdy charakter się rozwija to powoli dochodzi do zmiany sposobu myślenia i zerwania ze społeczną odpowiedzialnością. Mówiąc prościej - im bardziej jesteśmy zależni od społeczeństwa, opinii innych, tym bardziej mamy słaby charakter. Im większą mamy świadomość tego, że to my rządzimy sobą, tym bardziej opinię innych mamy w poważaniu i tym silniejszy mamy charakter (a jest to podstawa do mojego programu rozwoju osobowości, nad którym pracuję, o którym kiedyś będzie głośno ).
7. Wniosek ostateczny
Jestem zajebisty .
_________________ A! No i jeszcze jedno! Weź się uśmiechnij ! No i jako bonus dam klucz do sukcesu: c10h12n2o + c9h13no3... TADAM!
Pomógł: 29 razy Informacje: Dołączył: 04 Sie 2009 Posty: 318 Skąd: Kraków
Profil:
Wysłany: 2010-04-26, 15:46
smiler napisał/a:
7. Wniosek ostateczny
Jestem zajebisty .
Smajler w całej esencji
Bardzo ciekawa analiza, może nie rewolucyjna, ale - jak dla mnie - nieźle systematyzuje zdobytą już wiedzę. Jak się to czyta to pojawia się gdzieś, jak światełko migoczące w tuelu, spostrzeżenie - "ej, to jednak da się zrozumieć?!"
_________________ Kobiety są jak wino. Im więcej, tym lepiej
Pomogła: 4 razy Informacje: Dołączyła: 21 Sty 2010 Posty: 23
Profil:
Wysłany: 2010-04-28, 01:05
Cechy mężczyzny które wymieniasz w pierwszym momencie skojarzyły mi się z cechami dojrzałej osobowości w ogóle..
Co do samic alfa i samców alfa. Miałam podobne przemyślenia na ten temat... w ostatnim wieku kobiety poczyniły niesamowite postępy- wyzwolenie z patriarchatu, podjęcie pracy zawodowej poza gospodarstwem domowym, chęć i potrzeba rozwoju w tej pracy. Mężczyzna alfa z kolei zdaje się (w porównaniu z tą galopującą kobietą) w ostatnim wieku pozostawać w miejscu, a wiadomo, kto stoi ten się cofa (słusznie według mnie mówi się o kryzysie męskości)... I jak trafnie zauważyłeś mężczyzna musi doganiać tą rozpędzoną kobietę. Mężczyzna alfa sprzed wieku nie przystaje do współczesnej kobiety alfa.
Zastanawia mnie ten bodziec pchający mężczyznę do zmiany z przeciętniaka w mężczyznę... Może to właśnie ta galopująca kobieta, zmusza go, by aby pozostał w siodle musi się rozwijać? Może ma w tym udział autorefleksja? Może przeciętniakowi otwierają się oczy (widzi przecież jak ewoluował z AFC na przeciętniaka) i zdaje sobie sprawę, że może i powinien chcieć więcej... dalej nawet - że jest to do osiągnięcia?
Dołączam się do giovanniego-usystematyzowana teoria, logiczna całość... no i ten piorunujący wniosek ostateczny
smiler napisał/a:
Jestem zajebisty .
Bez dwóch zdań
Tyle moich trącących zdebko feminizmem refleksji
Pomógł: 4 razy Informacje: Dołączył: 04 Lut 2009 Posty: 137
Profil:
Wysłany: 2010-04-28, 18:27
kurde świetny tekst. Musi to przeczytać każdy a szczególnie AFC który nie jest ogarnięty w tym świecie. Thx za text. Ładnie usystematyzowało pewną wiedzę która mi się plątała bo dużo już się oczytałem na forum
Profil: Imię: Niecodzień
Mój Field Raport: 1156
Mój Dziennik: 788
Wysłany: 2010-05-05, 15:23
TEMAT: KOBI(E)TA W KLUBIE (I NIE TYLKO) CZYLI TEMAT NIESPODZIANKA
W związku z tym, że od jakiegoś czasu koresponduję sobie z katarinką, autorką tematu o kobietach ponadprzeciętnych to zyskałem kawałek interesującego "materiału". Co więcej! Dziewucha jest nie mniej wygadana ode mnie, więc będzie tego nawet całkiem sporo. Z mojego punktu widzenia jest to nie lada gratka, a samą katarinkę będę zachęcał, żeby pisała do mnie/tutaj więcej, Więcej, WIĘCEJ !
Teksty to fragmenty z trzech wiadomości, czyta się lekko i zabawnie. Jedyne co pozmieniałem to odstępy między akapitami, żeby się czytało wygodniej i powycinałem trochę pierdół tyczących się mojej persony .
CYTAT 1 napisał/a:
Czy mamy rangi dla facetów? Jak kobieta zachowuje się w klubie?
No mogę napisać jak ja się zachowuję, po co idę, czego szukam i na co zwracam uwagę... To czy można to podciągnąć pod zachowanie ogółu kobiet, to nie wiem. Moje psiapsiółki i znajome podobnie robią. No więc do klubu wychodzę wtedy kiedy mam ochotę się zabawić, poprawić humor, poszaleć... wchodzę do klubu i czasem zagadam coś do bramkarzy, oczywiście jeśli nie ma tłumów... o duperelkę... miła wymiana zdań często traktujemy ich jak czytniki kodów kreskowych w supermarkecie... są zawsze mile zaskoczeni pogaduchą
w ogóle jestem obserwatorem, uwielbiam czytać ludzi ich reakcje i wzajemne relacje... wchodzę na salę z jakimś napojem w ręku i w tym czasie szybki ogląd sytuacji... obchodzę tak wszystkie pomieszczenia, no do toalety nie zachodzę:) wszędzie ogląd sytuacji, jaka muza leci, kto z kim rozmawia, kto z kim tańczy, obiektem zainteresowania są nie tylko mężczyźni, ale również kobiety i ich wzajemna relacja. Moją uwagę zwracają mężczyźni skrajni – tzn. albo ci bardzo bardzo nieśmiali (wręcz widać na ich twarzach walkę z samym sobą), albo ci zbyt śmiali. (W przeciętności nie ma nic pociągającego...) Ci ostatni jeszcze jeśli dochodzi do tego kwalifikacja urody w skali od 1-10 ... 11 to przeważnie traktowany jest jako zarozumiały... <Nawiasem mówiąc taki gosc traktowany jest jako nie za dobry target na LTR (tak w rozmowach wychodzi)>. Po prostu, tak się dzieje. Taka wstępna, bezwiedna ocena. Kwalifikacja nie jest stała. Gdy dochodzi do rozmowy czasem się zmienia.
Oprócz takich są: Bumerangi, którzy obskoczą, bajerują, zagadają, czasem obmacają dużą liczbę lasek na sali i jak nic nie złowią to wychodzą na inną salę szukać szczęścia... jeśli tam nie znajdą (albo znajdą i pogadają, może i nawet pobawią się chwilę wspólnie z babką, która w końcu daje im kosza) powtarzają rundkę. Jak podchodzi taki bumerang to u mnie nie może na nic liczyć, nawet na tą miłą rozmowę... raczej dam mu do zrozumienia, że sorry, ale szukaj szczęścia gdzie indziej... Kobieta chce czuć się wyjątkowa, a jak ten zagaduje wszystkie, to znaczy że jest bez wyrazu, chce tylko parę piersi... Kobieta szanująca się jeśli widzi takiego mena, który nie szanuje siebie, innych babek no to sorki. Game over.
Po takim oglądzie sytuacji i wypiciu drina idziemy tańczyć... tańczyć... tańczyć, stale obserwując co wokół się dzieje (=dzieje się to siłą rzeczy, nie wpatrujemy się w kogoś jak wół w malowane wrota, mamy przysłowiowe oczy wokół głowy). Na parkiecie przykuwają uwagę mężczyźni którzy się dobrze bawią, szaleją na parkiecie, którzy mają w głębokim poważaniu co o ich wygłupach powiedzą podpórki ścian... są sobą... bumerangi też są sobą, ale nic sobą nie prezentują.
Takich kompanów/kompana zabawy się szuka... Kontakt wzrokowy... uśmiechy... wygłupy... naśladowanie jakiegoś konkretnego ruchu, kroku tanecznego mena i naturalnie jakoś niedługo potem bawimy się razem. Wtedy znika to co wokół. Szalejemy, jeszcze żeby muza leciała po myśli i miejsca na parkiecie było dość O ludzie! Płynie się potem już nawet nie wiem jak się toczy, nie wiem kto zagaduje, naturalnie jakoś, przerwę sobie robimy i idziemy napić się czegoś. I relacja ładnie się toczy, tacy ludzie kategoria: Zabawowi, pozytywni, otwarci, prawie zawsze mają niesamowite poczucie humoru, dystans do siebie, kulturalni i niezależnie kim są, co robią, czy mają swoje sympatie, czy nie mają, spędzamy razem miło czas. Czasem jeśli jest bombowo, to umawiamy się na inne imprezy by wspólnie się pobawić.
Są też obmacywacze: którym wyjątkową przyjemność daje macanie kobiet, nawet jak przechodzą obok... po prostu.. Ciężko mi takie zachowanie zrozumieć? jeśli mam refleks to sobie z takim gościem pogadam pamiętam taką akcję co był jeden taki uparty, no myślałam że mnie emocje poniosą w stronę napaści fizycznej na tego gościa... dwa razy mnie tak załatwił... a że jestem wysoka, on był niższy jakieś 10 cm, podeszłam do niego, złapałam za koszulkę i z całej siły pociągnęłam do siebie (dziewczyny mówiły że komicznie to wyglądało, na parkiecie nagle zrobiło się też dziwnie dużo miejsca) i z góry patrzę mu w oczy, nasze nosy praktycznie się stykały. Byłam niezwykle pewna siebie i tego co robię. Krzyczałam bo muza zagłuszała wszystko
JA: Co dziś ćpałeś? (2 razy powtórzone zapytanie i ta sama odpowiedź)
ON: Nic
JA: Masz rozszerzone źrenice i zachowujesz się jakbyś stracił kontakt z rzeczywistością... Co ćpałeś?
ON: (zero, mowę mu odjęło)
JA: Jestem policjantką, zaraz możemy na zewnątrz inaczej porozmawiać! Chcesz?
ON: (chwila zastanowienia) Nie
JA: Jesteś pewien, że nie chcesz? Nagle nie chcesz? Jeszcze przed chwilą chciałeś...
ON: Nie chcę
JA: No to spieprzaj i wara ode mnie i moich koleżanek (jedną moją psiapsiółkę też załatwił). Później wrócił na salę jak tańczyliśmy, pokazał naszą grupkę swoim kolegom i znikł, nie widziałam go już później. (oczywiście ściema nie jestem policjantką).
(jurne babsko, co nie ? dop. smiler)
Jest też kategoria mężczyzn, którzy wiedzą czego chcą i kogo. Od razu widać takiego typa, jest spokojny (co nie znaczy, że melancholik), spokojne ruchy, obserwuje, pobawi się trochę. Nie rusza od razu do targeta, zastanowi się, ugruntuje się, uśmiech, kontakt wzrokowy i rusza... To są fajni faceci... Poukładani, wiedzą czego chcą, dżentelmeni, prezentują sobą coś. Zdarzają się niezwykle rzadko... Dlatego na początku jest lekki stresik... Jak widzimy, rozmawiamy z takim kimś to określamy go mianem multiplej orgazm takie nasze powiedzonko...
Co do urody to mamy coś na styl HB 1-10, mamy punktację 1-10, ale przewrotnie najwyższą liczbą jest 11 (mówię o naszej paczce-jak jest 11 to też łatka multiplej orgazm ) nie jest tak, że jak widzimy gościa, to mamy w głowie „O! 8!”. ocenę wystawia się później po wnikliwej obserwacji (to co człowiek robi, jak się zachowuje określa wnętrze tej osoby) i jeśli taka jest, to po rozmowie. Na ocenę dotyczącą urody składa się: ubiór, kondycja fizyczna, postawa ciała, wzrost (dość istotny, bo wszystkie mamy powyżej 175 cm) zapach, maniery, jeśli chodzi o klub to jak tańczy, jak się bawi, jak patrzy na kobiety (są mężczyźni, którzy jak zwierzęta patrzą na kobiety)... Taka punktacja przydaje się przy rozmowach z psiapsiółkami, skraca czas wypowiedzi na temat gościa... Także gość może być nieurodziwy ale może nadrobić resztą czynników składających się na ocenę.
Napisałam tu na przykładzie klubu, ale i poza nim są podobne kategorie.
Od czasu do czasu idziemy do clubu typowo na podryw (tak jak piszesz kobiety musza się nastawic na podryw! Naprawdę tak jest!), ważne żeby zgrać się z towarzyszkami zabawy, czasem pomogą, kogoś wyłuskają z tłumu i pokażą. Jakoś tak wtedy ustawiamy wszystko by się z nim zapoznac Jesteśmy wyjątkowo otwarte, szukamy męskich oczu, trochę mniej tańczymy, chyba że jest jakaś ciekawa grupka mężczyzn na parkiecie, niby przypadkiem szturchniemy delikatnie kogoś, sami zagadujemy menów przy barze (tych którzy nam jakoś by odpowiadali), jeśli oni ewidentnie są nami zainteresowani, ale nic nie robią w tym kierunku by się z nami zapoznać.
Bywa różnie. Jeśli przeciskający się przez tłum jakiś gość powie, rzadko słyszane w klubach „przepraszam”, to od razu gadka leci. Coś w stylu „Jesteś dziś wieczorem (którymś – pierwszym, drugim...) kulturalnym mężczyzną... który ma w zwyczaju mówić <przepraszam>” ... zawadiackie spojrzenie, uśmiech... Fajnie się patrzy na miny takich gości czasem odejdą i za chwilę wracają Pogadamy sobie z bramkarzami obstawiającymi salę. Ogólnie działamy spontanicznie, nie rozkminiamy, działamy. Często jest tak, że jesteśmy trochę bardziej pijane, ale nie że pijemy więcej, ale mniej tańczymy niż zwykle a pijemy mniej więcej tyle samo.
Specyficzna jest sytuacja przy wieczorach panieńskich, tam jesteśmy wyjątkowo, wyjątkowo otwarte
Nie wiem czy mężczyźni zdają sobie sprawę, ale kobiety podczas wypadu do klubu toczą boje z innymi kobietami:) W tym sensie, że kobiety potrafią być mendami... mi się zdarzało być podrapaną do krwi po plecach przez babkę z mega tipsami, raz babka mi but umyślnie rozerwała, często obcasem mi na palce u stóp wchodzą. I nie, nie... one robią to umyślnie!! mi też się zdarza na kogoś nadepnąć, ale obracam się i przepraszam, czasem coś jeszcze powiem (normalna reakcja, jak się komuś coś przykrego zrobi). A ta jak mnie taranuje, drapie to ma w oczach satysfakcję, że mnie wkurzyła i z dumą robi dalej swoje.
Zdarzają się mężczyźni z wyjątkową jakąś cechą – np. wyjątkowo piękne oczy, wyjątkowe poczucie humoru, wyjątkowo zabawowi, wyjatkowo tańcujący wtedy jesteśmy najbardziej bezbronne aż nogi się uginają wiemy, że np. babiarz maksymalny, ale miło kontemplować takiego kogoś ale mimo to nie ma co liczyć na nic więcej (ten babiarz), albo jeśli jest uparty i chce na coś więcej liczyć, to faza początkowa relacji się wydłuuuża... taka chyba zrozumiana nieufność wobec gościa.
Jeśli idziemy z kolegami na imprezę, to zdecydowanie nastawiamy się na zabawę bo nigdy się nie zdarzyło, aby jakiś gość nas zagadał... a my siłą rzeczy że jesteśmy nastawione na zabawę też za wiele nie robimy w tym kierunku...
Ciekawe czy faceci wyczuwają, że kobieta jest nastawiona na podryw, czy na zabawę? Czy nie zwracają na to uwagi?
To chyba tyle... Nie wiem czy tego oczekiwałeś, ale tak zachowujemy się w klubie.
CYTAT 2 napisał/a:
Jest cienka granica między pewnością siebie, a zarozumiałością... Kobiety się też mylą w ocenach mężczyzn... Oceniają ich przez pryzmat swoich uczuc. Dlatego też napisałam, że mężczyźni o wyjątkowej pewności siebie, często są automatycznie negatywnie postrzegani, właśnie najczęściej jako zarozumiali.
Trzeba zrozumieć też, że wyjątkowa pewność siebie w drugiej, dopiero co poznanej osobie wyzwala pewną dozę niebezpieczeństwa... silniejszą aniżeli przeciętna osoba, nawet ta z pewnością siebie, ale niezbyt rzucającą się. Nie jest to niebezpieczeństwo przed tą pewną siebie osobą, ale raczej niebezpieczeństwo przed samym sobą, że czy aby postąpię tak jakbym postąpiła w normalnych okolicznościach? Czy nie ustąpię przed (narzucającą się często) pewnością siebie rozmówcy? Czy zrobię to co bym chciała zrobić? Pewność siebie u rozmówcy wiąże się często z koniecznością podejmowania mnóstwa, szybkich nawet w najmniejszym stopniu niespodziewanych decyzji... Dlatego często dziewczyny są początkowo nieufne, asekuracyjne. Z drugiej strony pewność siebie ma w sobie coś pociągającego, że „chce się ulec” Po jakiejś tam gadce pewność siebie odczytywana jest zdecydowanie na in plus... Trzeba znaleźć złoty środek
Pewność siebie w moim odczuciu bywa często źle rozumiana. Jako bycie pewnym że w tej a tej sytuacji nie odczuwam lęku, strachu, pewność że podołam w tej sytuacji. To jest pewność siebie, a co z drugą stroną? Pewność siebie dotyczy relacji osób. Trzeba powiedzieć, że w drugiej osobie, która ma do czynienia z takim pewnym siebie, te uczucia się rodzą (lęk, strach... w mniejszym lub większym stopniu, co jest uzależnione w dużej mierze od pewności siebie, wrażliwości i ogólnego obycia). Druga strona musi się zmierzyć ze swoimi niedociągnięciami i brakiem pewności. Dla mnie dyskusje o pewności siebie gubią właśnie tą drugą stronę, jej uczucia, jej reakcje na tą pewność. To że Ty jesteś pewny to nie znaczy, że ta druga osoba jest pewna siebie... tak ogólnie mówiąc...
„Sory” to nie to! Lepiej jak mówi „przepraszam”, może nawet delikatnie przesuwać osoby (za biodra, pas odpada, bo niektóre podskoczą wiadomo dlaczego ), ale delikatnie! Tu wyczucie tej delikatności ma duże znaczenie, a jeszcze jak powie przepraszam patrząc w oczy (jeśli to możliwe) i stale patrząc w oczy czeka na reakcję... to już w ogóle.
Można mówić coś więcej niż przepraszam. Spontaniczność... To co w tej chwili chcesz wyraź to ale z uśmiechem i jajcarsko... np. (cenzura, bo smilerek se ukradł to do swojego uwodzicielskiego przybornika )... z luzem... sponton maksymalny... u mnie najlepiej teksty wychodzą jak się nie zastanawiam, najbardziej błyskotliwe...
Dzięki takim spontanicznym zdaniom jesteś rozpoznawalny przez dziewczyny które słyszały Cię do końca imprezy i od razu łatka „fajny gość/zabawowy/śmieszny/otwarty”. Jak ewentualnie podbijasz do takiej babki to masz duuuuże szanse. Jeśli babki same są dość imprezowe i śmieszne może nawet zaczną szukać Twojego towarzystwa... nam się parę razy zdarzyło poszukiwanie takiego gościa i działanie w kierunku zapoznania się... Raz byłam z funfelą w klubie i jeden jedyny raz ona odczytała tego typu teksty mężczyzn in minus, ale dlatego, że sama jest sztywna, niezabawowa, zbyt poważna.
Ogólnie na samych kobietach robi wrażenie sama reakcja Twoja na ich widok. One to zauważą. Możesz być przez nie nie dostrzeżony w statycznym, bez wyrazu tłumie, ale kobieta wyłapie w tłumie tego na kim zrobiła wrażenie, wtedy dyskretnie, kątem oka sama go obserwuje, czy jest warty zachodu, czy jej odpowiada.
CYTAT 3 napisał/a:
Z tymi oczami wokół głowy, to bywa różnie. Może być tak że szuka się konkretnego gościa (tego który się wyjątkowo spodobał), wtedy jesteśmy najmniej uważne, dyskretne, zapominamy się czasem po prostu. I też skoro się nam podoba jakoś, to trzeba mu dać znak że jesteśmy nim zainteresowane.
Kiedy po prostu obserwujemy, nie szukamy kogoś konkretnego, nie mamy nikogo na oku, to zbieramy wszelkie info jakie do nas dochodzi, ja to robię już mimochodem, nawyk. Kiedy rozmawiam (czy jak robię cokolwiek innego) to z tyłu głowy jest pewna przestrzeń (prawa strona i lewa jest całkowicie osiągalna), która siłą rzeczy jest nieosiągalna, to w czasie rozmowy zerkam niby na zegarek, niby na parkiet i bawiących się ludzi, niby poprawiam sobie bluzeczkę, lub patrzę na jakiś target, taki, który zagwarantuje mi jak największy ogląd sytuacji z tyłu głowy (robiąc te czynności poszerza się nieznacznie lub bardzo przestrzeń którą oko jest w stanie wyłapać).
To są ułamki sekundy, ale wystarczą by pstryknąć zdjęcie jakiegoś wycinka przestrzeni i powrót do zajęcia, a w czasie rozmowy z koleżanką wszystko jest przetwarzane. Jeśli jest coś ciekawego, ktoś ciekawy to albo powtarzam manewr poświęcając mu więcej czasu albo zmieniam lekko kąt patrzenia, bo bardziej szczegółowe info mnie interesuje (np. rysy twarzy, mimika) albo też na razie rozmowa mnie na tyle absorbuje, że na niczym innym nie mogę się chwilowo skupiać. Nie jest tak że obracam się do tyłu by zobaczyć co się tam dzieje. Bywa, że obracam się do tyłu wtedy obserwuję już jawnie, gdy pojawia się target który mnie interesuje.
Dlatego jak ktoś nie wyróżnia się jakoś z tłumu, ruchami, czy tańcem, wyglądem, reakcją na mój widok, to jest niedostrzeżony. Inność jest w cenie. Niektóre kobiety mają warunki przy takim oglądzie: np. musi być wysoki, lub brunet itp. i to zwraca ich uwagę. Wtedy rejestrują wszystkich wysokich dajmy na to i z nich i tak wyłapują tego innego/różnego od reszty. Także przeciętność nie ma szans, musi być jakiś atut widoczny na zewnątrz. To przykuwa uwagę. Powoduje, że zatrzymujesz się na tym innym.
Takie ćwiczenie: siedzisz w pokoju (parę metrów od ściany) i patrzysz na jakiś punkt na wprost, jak daleko w prawo, w lewo i do tyłu jesteś w stanie zobaczyć swój pokój? To jest kwestia wyćwiczenia. Ja się nauczyłam tego grając w gry zespołowe, głównie w ręczną i siatkę.
Podobnie rzecz ma się z bodźcami słuchowymi, w klubie ze względu na głośną muzę i wielość bodźców jest to ograniczone, choć nie niemożliwe. Dlatego to „przepraszam” o którym pisałam.
_________________ A! No i jeszcze jedno! Weź się uśmiechnij ! No i jako bonus dam klucz do sukcesu: c10h12n2o + c9h13no3... TADAM!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum