Jestem świeżo po 3 letnim związku, gdzie niestety dawałem dziewczynie wszystko co chciałem, byłem strasznie uległy, aż do czasu, gdy rzuciła mnie dla innego faceta. Jednak nie tę historię chciałbym przekazać. Od tego roku akademickiego jestem na nowej uczelni, gdzie na roku mam praktycznie same dziewczyny co mnie niezmiernie raduje. Muszę przyznać, że zostałem bardzo dobrze przyjęty, jako 'ten nowy' i chodziłem na wiele różnych imprez głównie w kobiecym gronie. Moim problemem jest jednak to, że zapomniałem jak się randkuje, a gdy przychodzi do rozmowy w 4 oczy z dziewczyną to mam problem ze znalezieniem odpowiedniego tematu, a wiadomo, że temat studiów jest bardzo monotonny i mało atrakcyjny. Chodząc na te imprezy wpadła mi w oko jedna dziewczyna, bardzo atrakcyjna i widać, że nie ma problemów z flirtowaniem. Jednak ja boję się podjąć pierwszego kroku. Co prawda ona to już nie raz uczyniła, np. chwytając mnie za rękę abym pomógł jej zejść ze schodów, czy na dyskotece pociągnąć mnie za krawat, żebym zaczął z nią tańczyć. W tym momencie ja się blokuję i nie wiem co powiedzieć co jest strasznie frustrujące. Nieskromnie mogę powiedzieć, że powodzenie mam u dziewczyn, ale pewnie tylko dlatego, że jestem wysportowany jednak na dłuższą metę to nie wystarczy. Dodam jeszcze, że raz (przez facebooka - wiem, że głupio) spytałem się jej, czy by chciała wyjść ze mną na kawę, gdyż nie mieliśmy jeszcze okazji dłużej porozmawiać, a ona stwierdziła, że dziś ma dużo pracy, ale następnym razem z chęcią by gdzieś poszła. Trochę mnie to zniechęciło lecz nie zamierzam się poddawać. Dajcie jakieś wskazówki do tego, jak mam przełamać nieśmiałość i jak mam rozegrać tą sytuację.
Dziękuję za przeczytanie mojego elaboratu