Wysłany: 2010-05-24, 01:09 hint - dziennik i przemyślenia
Witam.
Od dłuższego czasu, zabierałem się za zaczęcie dziennika i dziś na skutek rozliczenia efektów mojego rozwoju, postanowiłem, że czas najwyższy. Liczę, że to mi pomoże, wy mi pomożecie, a przy okazji będę miał utrwalone w nim wspomnienia, o których lepiej by nie dowiedziała się moja przyszła żona.
Mam 23 lata, mieszkam w dużej wielkości mieście, studiuję, pracuję, uprawiam sporty, gram na gitarze, czytam, interesuje się psychologią, próbuję być szczęśliwym.
A tak to się zaczęło.
Wychowywałem się w przeciętnej Polskiej rodzince. Mama mało pewna siebie, ugodowa, mało asertywna, tata prosty i surowy, pełen dominator. Wychowywała mnie głównie mama, tata próbował wpajać we mnie cechy mężczyzny, ale niestety, mama nieźle mnie przed tym broniła.
Gdy byłem mały, byłem przekonany, że tata źle traktuje mamę, stąd często miałem niechęć do jego zachowania. (Teraz widzę, że część z pośród tych sytuacji, to było modelowe zachowanie prawdziwego mężczyzny, czyli jak nie dać sobie wejść na głowę i zachować dominację w rodzinie. Dzięki temu, bardziej go zrozumiałem, a potrzebowałem do tego skończyć te 20 lat życia.)
W dzieciństwie, byłem mało pewnym siebie ciapą, miałem problemy z nawiązywaniem nowych kontaktów. Bardzo chciałem być przez wszystkich lubiany, jednocześnie mocno przeżywając słowa krytyki. Byłem bojaźliwy względem nowych rzeczy, dla osób źle nastawionych do mnie byłem miły, za miły - by mnie polubili. Do tych dobrze nastawionych, miły/wredny - by ich zdominować. Wiele z cech słabości byłem w stanie ukryć wśród już bardziej poznanych ludzi. Wśród rówieśników, wyszukiwałem sobie spokojnych znajomych, których łatwiej było zdominować. W podstawówce/gimnazjum, to wyglądało mniej więcej tak, że tych słabszych dominowałem psychologicznie lub na skutek bójek w ramach zabaw, tych silniejszych unikałem, za to nie byłem przez nich gnębiony, ze względu na dobrą grę w piłę = szacunek. Za to na podwórku, towarzystwo było głównie starsze, to też miałem najniższą pozycję w grupie, co mi latami zaniżało samoocenę i pewność siebie. Szybko się denerwowałem, stresowałem, kłóciłem, obrażałem, zerowy dystans do siebie. Nie potrafiłem zbuntować się przeciwko rodzicom, przez to ominęło mnie wiele nastoletnich wygłupów. Dla dziewczyn byłem miły, za co często podkreślały, że mnie lubią.. Największy sukces w relacjach z płcią przeciwną osiągnąłem na kolonii, gdzie zostałem wybrany przez dziewczyny najsympatyczniejszym facetem kolonii Zawszę lubiłem się pośmiać, co zostało mi do dziś, to też pomimo wad, byłem raczej lubianą osobą.
Wraz z dojrzewaniem, wyłapywałem te negatywne u mnie cechy i próbowałem je likwidować. Część jednak siedzi we mnie głęboko i co jakiś czas się ujawniają, także walka trwa każdego dnia. To było jednym z głównym powodów dla których zainteresowałem się psychologią społeczną i kontaktami między ludźmi. Bardzo mi to pomogło. Uświadomiłem sobie, że JA jestem swoim największym wrogiem. Stworzyłem sobie listę marzeń. Uświadomiłem sobie, jak wiele rzeczy lubię robić, a ich nie robię, bo jestem blokowany przez siebie/rodziców/kolegów. Wystarczyło się przeciwstawić, trochę ogarnąć i okazało się, że mogę robić rzeczy które zawszę pragnąłem. Mogę spędzać czas tak jak chcę i mieć z tego radość, zamiast bez uczuciowo gapić się w TV czy klikać na komputerze.
Nabrałem dużego dystansu do siebie, jak ktoś ze mnie żartuje, to odbijam, albo śmieje się razem z nim. Jak ktoś mnie obraża/źle traktuje, to zamiast podlizywać się by mnie polubił, albo traktuje go jak on mnie, albo w ogóle go nie traktuje, jakby nie istniał. Ta prosta metoda okazała się niesamowicie skuteczna. Odbijam emocje: wysyłasz mi złe, to ja ci odbije złe, wysyłasz mi dobre, ja ci odbije dobre. Będą między nami złe relacje? trudno, wole poświęcić czas na dobrych znajomych, niż poprawę relacji z tobą kutasie.
Stosuje to także na kobietach. Moje relację z twardymi sztukami znacznie się poprawiły.
Szczególnie milczenie/zerwanie kontaktu okazuje się najlepszą bronią. Kiedyś prowadziłem bezsensowne dyskusje by jak najszybciej wyjaśnić sprawę - skutek beznadziejny. Teraz zleje taką kobietę, a po jakimś czasie sama zaczyna się starać o poprawę kontaktów, bądź wprost pisze, że widzi mój negatywny stosunek do niej i chciała by, bym ją znów polubił.
Przy nowych sytuacjach, gdy muszę na nie zareagować, a nie wiem jak, wyszukuje sobie w głowie osobę, która wiem że potrafiła by się zachować i zastanawiam się co by zrobiła na moim miejscu. Zwiększa to szansę na prawidłową reakcję.
Oglądałem the Secret, śmiać mi się chciało z tych teorii, jednak dla lepszego samopoczucia wyobrażam sobie często jakieś miłe sytuację. O dziwo, część z nich pojawia się potem w życiu..
To z czym mam ciągle problem, to pewność siebie, strach przed nowym, nawiązywanie nowych kontaktów i zwykły brak odwagi. W ciągu całego życia, nie podrywałem obcej mi dziewczyny. Zawsze flirt,zaloty czy też związek wychodził z dłuższej znajomości z jakiś zajęć/wspólnych znajomych/szkoły. Jest mi z tym źle, bo to czysta głupota, ograniczać swoje znajomości do tych narzucanych, a kłopot z zwalczeniem tego, przy przeczytaniu dziesiątek artykułów uznaję za swoją osobistą największą porażkę. Właśnie dla tego postanawiam założyć ten dziennik, w którym na dniach pojawiać się będą relację, z moich podejść. Nie wierze w podejścia treningowe, zamierzam podchodzić, tylko gdy mi się kobieta rzeczywiście spodoba. Brak relacji, będzie się równał braku podejść.
Przy całkiem poukładanym życiu, gdzie mam dobre stosunki z rodziną, wykańczam studia, mam dobrą pracę, grupę znajomych z którymi trzymam się już kupę lat i sympatyczne kontakty z poznanymi kobietami, znalezienie miłości jest dla mnie ostatnim klockiem do szczęśliwego życia.
Mam 23 lata, mieszkam w dużej wielkości mieście, studiuję, pracuję, uprawiam sporty, gram na gitarze, czytam, interesuje się psychologią, próbuję być szczęśliwym.
hint87.
_________________ "Jestem naznaczony wieloma bliznami, ale zachowuję też w pamięci chwile,
które nigdy by się nie zdarzyły, gdybym nie znalazł w sobie dość odwagi,
aby przekroczyć pewne granice."
Pomógł: 25 razy Informacje: Dołączył: 19 Lip 2009 Posty: 250 Skąd: Pokaz na mapie
Profil:
Wysłany: 2010-05-24, 16:40
hint87 napisał/a:
Przy nowych sytuacjach, gdy muszę na nie zareagować, a nie wiem jak, wyszukuje sobie w głowie osobę, która wiem że potrafiła by się zachować i zastanawiam się co by zrobiła na moim miejscu. Zwiększa to szansę na prawidłową reakcję.
Czy ta osoba to Hank Moody ? ; ] - bardzo fajny serial, czekam na 4Seazon.
Cóż mogę więcej rzecz, powodzenia w zdobyciu ostatniego klocka
_________________ Carpe Diem. "Korzystaj z życia, zanim ono ciebie wykorzysta." "Życie jest zbyt nudne żeby nie próbować"Lou Ashby.
Mam to szczęście znać kilka osób z rzeczywistego życia, na których można się za wzorować. Jeżeli już jakąś filmową postać miałbym sobie wyobrażać, to byłby to Brad z fight clubu
_________________ "Jestem naznaczony wieloma bliznami, ale zachowuję też w pamięci chwile,
które nigdy by się nie zdarzyły, gdybym nie znalazł w sobie dość odwagi,
aby przekroczyć pewne granice."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum