Witam!
Krótko i zwięźle... Od jakiś kilku dni, mam pewną zagadkę którą usiłuję rozwiązać. Parę dni wstecz wybrałem się z swoją kobietą w odwiedziny do naszych znajomych. Po powrocie usłyszałem: "W końcu gdzieś się ruszyliśmy". Odpowiedziałem, że aktualnie ciężko stoję z finansami, obydwoje uczęszczamy do technikum, ja za 2 miesiące matura i nie rozumiem Jej pretensji. Ok, rozumiałbym je, gdyby naprawdę były podstawne; ale boję się rutyny i walczę z nią. Przykładowo w tym tygodniu co wybraliśmy się z mojej inicjatywy do znajomych, byliśmy wspólnie paczką na karaoke, 2 dni wcześniej zabrałem ją do nowego baru orientalnego. Jeszcze wcześniej w tym samym tygodniu wypad na kulig. Wszystko z mojej inicjatywy. Staram się, moja kobieta jest bardzo otwarta, lubi szaleć; zresztą jak ja... Tylko, że zawsze jest wielki problem aby ją do czegoś namówić, a jeżeli mi się to nie uda, po jakimś czasie usłyszę, że :"Ciągle siedzimy w tym domu"... Trochę mi łapy opadają, bo rzeczywiście jak się poznawaliśmy to było więcej czasu wolnego, stałem lepiej finansowo i ciągle coś organziwoałem. Może postawiłem sobie za wysoko poprzeczkę i próbować jeszcze bardziej urozmaicać nasze życie? A może zadziałać w taki sposób aby zobaczyła, że wkładam wiele starań, a z jej strony nie odczuwam inicjatywy na tego typu sprawy? Z góry dziękuję za odpowiedzi!
