Hej, ma problem i wierze, że mi doradzicie.
W wakacje poznałem dziewczynę B. Mieszkamy około 200 km od siebie, więc ciężko budować związek na odległość.
Jednak od wakacji rozmawialiśmy ze sobą dużo. O pierdołach, o poważnych sprawach. Wyznała kiedyś, że się zakochała we mnie i takie tam.
Z uwagi, że jesteśmy daleko i to, że chce mi się jeszcze być singlem nie chciałem budować bliskich relacji, nie mówiłem, że się zakochałam, tęsknie i takie tam.
Spotkaliśmy się dwa razy, w obu przypadkach była to moja inicjatywa. Raz był pretekst odwiedzenia ciotki w tym samym mieście, na dwie godziny się spotkaliśmy na spacer.
Drugi raz zaprosiłem ją do siebie bo miała mnie odwiedzić, ale jakoś nie śpieszyło jej się. Zaprosiłem ją mówiąc coś w stylu "Na pewno nie jest to dla Ciebie nowością, że mnie interesujesz, ale chciałbym Cię bliżej poznać, na odległość to ciężkie i choć miałaś przyjechać to nie wychodzi Ci cały czas... (i takie tam pierdoły)... W takim razie chciałbym Cię zaprosić na randkę.. (konkretna data- 2 tydzień stycznia)" Zgodziła się i przyjechała, co prawda na jedno popołudnie - myślałem, że na noc przyjedzie, ale nie. Mimo wszystko było miło, zrobiłem obiad, była pizgawa, więc zostaliśmy w domu. Rozmawialiśmy, przytulanie, pocałunek(chociaż nie był w zamysłach).
Mieliśmy luźne stosunki, więc rozmawialiśmy o randkowaniu, wspomniałem, że byłem na randce z dziewczyną z sylwestra itp. Była dociekliwa, ale miło to obróciłem w żart.
Sytuacja się obróciła na moją niekorzyść, bo wcześniej to raczej ja byłem na górze, ona się otwierała itp. A mianowicie spotkała dawnego kolegę, z jej miejscowości. (mieszka/studiuje w miejscowości -A, pochodzi z miejscowości - B). I opowiadała mi, że spotkała się z nim w piatek, pozniej zaprosila go do siebie na sobote, oglądali film, przytulili się, ale się ine całowali itd.
No i moi drodzy Bracia w Grzechu, nie wiem co podejść, zazdrość się obudziła i zaczeło mi nagle bardziej zależeć na niej. Pomimo, że się spotykam z inną, łądną, miłą dziewczyną(inną charakterowo od niej) jednak ta mi w głowie mocno siedzi. Rozmawiałem z nią czy chce się z nim wiązać, bo mówiła, że nie chce na odległość, a z nim też byłoby na odległość. Ale również, widzę, że dziewczynie potrzebny jest "ktoś" także sądzę, że może złamać się, jak już tego nie zrobiła. Mamy mniej kontaktu ostatnio.
I teraz prośba o poradę:
- Czy mam sobie ją odpuścić, nie zachowywać się jak pies ogrodnika.
- A może uda się, żeby utrzymać to w relacjach jakie były wcześniej z nadzieją, że jak się przeprowadzi do mojego miasta będzie szansa na coś więcej - tzn musiałbym odpalić tamtego kolesia.
- A może pójść na całość i starać się o nią. Tylko jak? Jeżeli ona nie wychodziła z inicjatywami spotkań(może dlatego, że była przeciwna związkom na odległość)
Dzięki, że chciało Wam się czytać, pozdrawiam i dzięki za rzeczowe porady.