przez chrisbp 2012-02-15, 00:25
No i powrót po długim czasie...
Faktycznie, miała innego. Zaczęła z nim pisać na sam koniec naszego związku, wtedy to był faktycznie kolega, ale jak się dowiedział, że rozstała się ze mną to zerwał automatycznie ze swoją dziewczyną (po 2 latach) i zabrał się za moją. Ona go poznała 3 lata temu na imprezie i zakochała się, wtedy wymienili się numerami. Tyle że on nie był na nic gotowy i zmienił numer, przestał się odzywać, co ona w pewien sposób przeżyła. Odezwał się do niej pod koniec naszego związku, jak ponownie zmienił nr i pokłócił się z dziewczyną, a że ona kochała go wcześniej to mu z miejsca uległa - taka jest jej wersja. Powiedziała ze ceni w nim to że nie zawsze jest dostępny, bo pracuje i że nie może być na jej zawołanie ale ma dla niej czas. Mieszkają niedaleko, on ma pracę, auto, ale powiedziała że nie ma to dla niej żadnego znaczenia, że chodzi jej tylko o to żeby ją kochał. Zrobiła się niesamowitą zołzą, stanowczą, bez zahamowań (przykład - idzie przez pasy na ulicy, jedzie auto, a ona wchodzi i mówi "ten samochód ma się zatrzymać bo ja chcę przejść i bez dyskusji"). Powiedziała że go kocha i że jest z nim szczęśliwa (5 marca mijają u nich 2 miesiące, podobno jeszcze nawet do łóżka nie poszli). Moi znajomi pytali jej czy jeszcze w pewien sposób mnie kocha, zawsze odpowiada to samo - "nie wpierdalajcie się" i "to nie wasza sprawa" - dosłownie. Ale rozmawiał z nią mój dobry przyjaciel, to jemu powiedziała, że jeszcze coś czuje, bo jednak to były prawie 2 lata i że jeszcze myśli, ale przez to że unika spotkań ze mną to zapomina. Dzwoniła na moje urodziny, porozmawialiśmy sobie, spytałem czy to materiał na męża, odpowiedziała że nie może tak powiedzieć o kimś z kim jest ledwo prawie 2 miesiące, ale nie wie też czy obecnie chce się ustatkować. Koleżanka, która zna sytuację mówi, że ona traktuje mnie jak koło ratunkowe - ma niby kogoś, ale "trzyma" mnie na wszelki wypadek, jakby z nim się nie udało, bo jestem uległy.
No i co wy o tym wszystkim myślicie?