Cóż. Zacznę może od wyjaśnienia tytułu. Wiadomo - nikt raczej nie spogląda bezpośrednio w Słońce, bo ono, jeśli nie jest zasłonięte chmurami to tak cholernie razi, że aż oczy bolą. Ja natomiast muszę przyznać, że miałem nieraz w życiu poczucie, że właściwie to dlaczego mam nie spojrzeć w ten piękny obiekt? I patrzyłem mimo bólu i łez w to na co nikt nie śmie podnieść oczu...
Lecz po co gadam o Słońcu? Bo podobnie jest z piękną dziewczyną -jej pięknem można się napawać tylko jak się zbierze odwagę i mimo bariery nieśmiałości spojrzy jej się w oczy.
To był taki krótki wstęp. Teraz zacznę o sobie. Mam na imię Karol, jestem z Krakowa albo obecnie ściślej z wioski pod Krakowem (ale nie mam z tego powodu kompleksów ), mam na razie 18 lat i jestem (jak wy to określacie) AFC (póki co). Jestem wysokim (190cm), szczupłym, ciemnowłosym, dosyć przystojnym, ale niestety nieśmiałym maturzystą. Interesuję się literaturą piękną (w szczególności poezją), muzyką, chemią, trochę sportem, filmem, sztuką, teatrem, tańcem towarzyskim etc. Chodzę do jednego z najlepszych liceów w Polsce. No i oczywiście mam również wady, żeby nie było, że jestem narcyzem. No to jak już się przedstawiłem to teraz do rzeczy!
W sobotę 20.03.2010 doszedłem do wniosku, że nie znajdę dziewczyny siedząc w domu i patrząc się w sufit. W moich rozmyślaniach w tym dniu pojawiła się taka czarna wizja: wyobraziłem sobie siebie w wieku 40 lat będącego w strasznej depresji, zaniedbanego i zadającego jakiejś tam swojej przyjaciółce/koleżance pytanie: "Czego wy właściwie chcecie od mężczyzn i czego ja nie mam, że jeszcze żadnej do siebie nie przekonałem?". W tym momencie dotarło do mnie, że mogę sam sobie na to pytanie odpowiedzieć już teraz - przecież w internecie jest wszystko! Poszperałem i po chwili trafiłem na Wujka. Szybko wbiłem sobie do głowy jego rady i dosłownie w ten sam dzień miałem okazję je sprawdzić na osiemnastce kolegi. Pamiętając o postawie Alfa, uśmiechu etc. wkroczyłem do klubu. Patrzyłem ludziom w oczy, starałem się nie siedzieć jak kołek i nie podpierać ścian, tańczyłem, rozmawiałem - słowem: robiłem dobre wrażenie. Była tam pewna dziewczyna - koleżanka mojej koleżanki. Trochę ją znałem wcześniej z innych imprez - w miarę ładna, ale straszna kokietka (wręcz idealny przykład kobiecego podrywu)! Postanowiłem, że spróbuję z nią. Wziąłem ją do tańca, patrzyłem jej w oczy, próbowałem zagaić rozmowę gdy znaleźliśmy się w jakimś cichym miejscu (ale nie o szkole!). Efekt jak na pierwszy raz satysfakcjonujący - pod koniec imprezy opierała się już na moim ramieniu. Ale bez domknięcia w postaci jakiegoś pocałunku czy coś - zresztą ja tego nie chciałem... W jakiś czas po tej imprezie kolega powiedział mi, że świetnie tańczę i że byłem wtedy wręcz otoczony dziewczynami. Zrobiłem tylko jeden fatalny błąd - postawiłem koleżance piwo! Nie wiedziałem wtedy niestety o tej zasadzie, ale patrząc z dystansem na tą sytuację uważam, że nie zrobiłem źle - opierałem się początkowo, ale po długich i kilkukrotnych naleganiach z jej i jej chłopaka strony postanowiłem im postawić to piwo z litości i w ramach wdzięczności, że ona częstowała mnie wielokrotnie kanapkami w szkole. Więc na takiego strasznego frajera chyba nie wypadłem...
22.03.2010
Szkoła. Rozpiera mnie wręcz energia! Czuję się niesamowicie zmotywowany do działania! Widać to po mnie - jeden z moich kolegów od razu zauważył, że coś się we mnie zmieniło. Ale po kolei.
Dzień zaczął się od tego, że w busie natrafiłem na niezwykle piękną dziewczynę, którą widziałem już tydzień wcześniej (ale nie znałem wtedy Wujka). Była dosyć daleko, przedzielona tłumem, więc musiałem poczekać aż wysiądziemy (wiedziałem z zeszłego tygodnia, że wysiądziemy na tym samym przystanku, wsiądziemy w ten sam autobus i wysiądziemy znów na tym samym przystanku, dalej nasze drogi się rozchodziły - ona szła w przeciwnym kierunku - zapewne na studia). Wysiedliśmy, straciłem ją na chwilę z oczu, potem zobaczyłem jak siedzi samotnie na ławce. Nie zastanawiając się długo podszedłem i usiadłem obok niej (pamiętając oczywiście o wszelkich aspektach mowy ciała samca Alfa), ale na tym niestety moja inwencja się skończyła - nie wiedziałem za bardzo jak zacząć rozmowę (przecież nie zapytam ją czy mieszka w XXX, bo to nudne ), nie złapałem kontaktu wzrokowego, nie wyczułem żadnego zainteresowania z jej strony... I tak wsiedliśmy do tego samego autobusu, wysiedliśmy na tym samym przystanku, a ja jak typowa łajza nie zrobiłem nawet jednego kroku! Ale cóż - nie od razu Kraków zbudowano!
Potem, po szkole postanowiłem poćwiczyć i udałem się najbardziej zatłoczonymi ulicami na Rynek patrząc po drodze wszystkim w oczy. Tam usiadłem pod pomnikiem Adasia niedaleko dosyć ponętnej (ale nie w moim typie) dziewczyny w okularach słonecznych. Raz na jakiś czas patrzyłem w jej stronę, widziałem, że się uśmiecha. Próbowała zwrócić na siebie moją uwagę (grzebała w torebce, spoglądała czasem w moją stronę, uśmiechała się), ale ja znów nie zrobiłem żadnego kroku, bo uznałem idiotycznie, że skoro nie jest w moim typie to nie będę do niej podchodził (to była w rzeczywistości tylko wymówka). Po jakimś czasie chyba się zniecierpliwiła i poszła sobie. Była to raczej porażka, ale biorąc pod uwagę to jaki byłem wcześniej to był to dla mnie sukces. Zaobserwowałem, że naprzeciwko mnie siedział pewien gość, który wyglądał jak typowy przykład łajzy (stopy zwrócone do siebie, pochylony, wyraz twarzy jakby mu się cały świat zawalił). Miałem ochotę podejść do niego, zapytać co mu się stało, ewentualnie pomóc, ale zrezygnowałem, bo uznałem, że przecież nie mam podrywać facetów tylko dziewczyny.
W kolejne dni nie robiłem nic konkretnego. Chodziłem po mieście, robiłem dobre wrażenie, patrzyłem ludziom w oczy, uśmiechałem się do nich. Skróciłem włosy, umyłem buty, zacząłem ogólnie dbać o siebie, ale nie podjąłem jakichś zdecydowanych kroków. Zauważyłem natomiast, że zaczęło mi jakoś dziwnie zależeć na tej dziewczynie z busa. Postanowiłem zatem, że w najbliższy poniedziałek wsiądę do busa i zagadam do niej. Ubrałem się schludnie, ogoliłem, przygotowałem się, wymyśliłem otwieracz, spróbowałem przewidzieć nawet kilka różnych wariantów rozmowy i... spóźniłem się na busa... Spieprzyłem po całości, bo następną okazję będę miał dopiero w pierwszy poniedziałek po świętach, a wszystkich okazji w ogóle będę miał tylko 3, a potem już jej chyba nie znajdę... Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! I tak wątpię żebym dobrze wypadł - nawet nie przećwiczyłem jeszcze swojego otwieracza. Powziąłem zatem ambitne postanowienie, że do tego czasu "zbiorę" 10 telefonów od 10 różnych kobiet (albo przynajmniej kilka).
30.03.2010
Byłem w szkole. Dzień jak co dzień - nic nadzwyczajnego. Nie miałem żadnych szczególnych planów. Zamierzałem tylko pójść do apteki po szkole, a potem do domu. No ale jak to zwykle bywa... w aptece spotkałem ładną dziewczynę. Spojrzała na mnie, ładnie się uśmiechnęła... i dałem jej wyjść bez słowa. Wyszedłem z apteki, już miałem iść na przystanek, ale coś mnie tknęło i postanowiłem pójść w stronę Rynku. Po drodze zauważyłem ładną dziewczynę idącą w tym samym kierunku co ja. Szedłem obok niej jakieś 10 minut... po czym dałem jej odejść bez słowa. Trochę zdegustowany swoją opornością usiadłem znów pod pomnikiem Adama w tym samym miejscu co wtedy i oczywiście... trzy metry ode mnie siedziała ładna dziewczyna. To musiało być chyba przeznaczenie! Wyglądała na jakieś 22-25 lat. Tradycyjnie nic nie robiłem. Tzn. prawie nic. Spoglądałem w jej kierunku, uśmiechałem się pamiętając oczywiście o postawie samca Alfa. Zauważyłem po jakimś czasie, że ona przejawia oznaki zainteresowania mną - klasyczny przykład: bawiła się włosami, uśmiechała się do mnie, grzebała w torebce, spoglądała niby w przestrzeń za mną, a tak naprawdę na mnie. Przypomniała mi się zasada trzech sekund i moje postanowienie, pomyślałem: "Do trzech razy sztuka!", wziąłem głęboki oddech... Wstałem i podszedłem do niej. Zacząłem rozmowę, która wyglądała mniej więcej tak:
Ja (patrząc jej w oczy): Masz może zegarek?
Ona: 13:13
Ja: Ale ja nie pytałem o godzinę tylko o zegarek!
(Uśmiechnęła się, a ja w tym czasie kompletnie straciłem grunt pod nogami: zacząłem się wiercić jakbym miał robaki w odbycie, patrzyłem zamiast na nią to wszędzie tylko nie na nią, uśmiechnąłem się i mimo wszystko zauważyłem, że jeszcze się do mnie nie zraziła, ale przypomniało mi się, że pomnik Adama to ulubione miejsce spotkań zakochanych par, więc zapytałem ją ni w pięć, ni w pięćdziesiąt):
Ja: Czekasz na kogoś?
Ona: Na koleżankę.
Ja: Ja też czekam. Na szczęście.
Widzę uśmiech na jej twarzy, wszystko szło mimo mojego wiercenia się dobrze, ale się k...a przestraszyłem, powiedziałem jej: "Cześć!" i poszedłem sobie... To była zupełna porażka! Wszystko mogło się skończyć nawet numerem telefonu, ale ja się k...a przestraszyłem! Mogłem zrobić wszystko! Mogłem nawet zawrócić i powiedzieć: "Byłbym zapomniał! Jak masz na imię?", ale nic takiego nie zrobiłem! To był kompletny idiotyzm! Ale i tak jestem z siebie dumny, że pierwszy raz w życiu podszedłem do zupełnie obcej dziewczyny i zacząłem ją podrywać! Dla mnie to kompletnie nowa sytuacja i okazało się, że póki co to mnie niestety przerasta... Ale cóż! Będę dalej walczyć!
Dzisiaj (31.03.2010) wyszedłem na miasto, żeby znów może czegoś dokonać, ale niestety zaraz jak tylko wyszedłem ze szkoły zaczęło padać. Wszystkie dziewczyny nagle się rozpierzchły (dziwne zjawisko - ciekawe co za tym stoi? ), wsiadłem do tramwaju i spotkałem tam w zasadzie niezbyt ładną dziewczynę, ale miała taki sam parasol jaki ja niegdyś posiadałem, więc nie miałbym problemu z otwarciem rozmowy, ale po wczoraj jakoś nie potrafiłem się otworzyć... W sumie nieciekawy dzień.
To na razie wszystko! Będę to uzupełniał co jakiś czas jeśli zdarzy się coś ciekawszego. Zobaczymy co przyniosą nowe dni. Mam nadzieję, że zdołam do tego długo już oczekiwanego poniedziałku nabrać trochę pewności siebie. A jeśli mi się nie uda poderwać tej dziewczyny to trudno! Przecież się nie powieszę! Ważne, żeby spojrzeć wreszcie w Słońce!
Ale się rozpisałem! Gratuluję jeśli dotarłeś do tego momentu!
Pomógł: 16 razy Informacje: Dołączył: 16 Lut 2009 Posty: 357
Profil:
Wysłany: 2010-03-31, 19:12
Dobrze! To znaczy źle!... Ale dobrze, że próbujesz i nie szukasz sobie wymówek. Działaj, działaj, idzie wiosna, a wraz z nią potężne ilości energii, z której możesz czerpać całymi garściami.
Powodzenia i do przodu!
Porażki każdy z nas przerabiał. Najpierw te związane z samym sobą, potem gdy już opory pękną zostajesz często odrzucany. Nie mówię Ci tego żeby Cię zniechęcić ale po to, żebyś wiedział że nie bez ciężkiej pracy niczego nie osiągniesz. Ale gdy wkońcu na nowo odkryjesz w sobie prawdziwego faceta - wtedy życie staje się prostrze i bardziej kolorowe. I to nie tylko jeśli chodzi o relacje z kobietami cieszę się, że wziąłeś się za siebie. Masz szansę zmienić się, a to forum to naprawdę wspaniały prezent dla Ciebie.
pozdrawiam
_________________ "Nie ma kobiet nie do zdobycia, są jedynie mężczyźni do dupy" - Andrzej Klawitter
Kolejny dzień za mną!
01.04.2010
Dzisiaj już było trochę lepiej. Najpierw zacząłem od dziewczyny/kobiety (niepotrzebne skreślić), która szła przede mną gdy wracałem do domu. Z tyłu wyglądała całkiem ładnie , z przodu już gorzej... No ale od początku: oczywiście pamiętając o tym, że nigdy od tyłu wyprzedziłem ją i spojrzałem przez ramię - wtedy zauważyłem, że nie wygląda tak cudownie, ale trening to trening! Zwolniłem, podszedłem do niej, spojrzałem jej w oczy i zapytałem:
Ja: Wiesz może, która godzina?
Ona: 18:45
Zwolniłem trochę, ona mnie wyprzedziła, wyciągnąłem telefon i powiedziałem:
Ja: U mnie jest 44.
(zrównałem się z nią, zobaczyłem jej uśmiech i dodałem):
Ja: Chyba nie jesteśmy sobie przeznaczeni...
Ona (jakoś tam niewyraźnie, pod nosem, z raczej zdegustowaną miną - brzmiało to jak): No...
Zatrzymała się przy kiosku, ja skręciłem na drugą stronę ulicy i poszedłem dalej. Jakoś nie chciało mi się z nią gadać. Nie wyglądała na zachwyconą. Myślę, że to przez różnicę wieku (wyglądała na jakieś 27) i fakt, że wracałem z siatkówki (byłem cały oblepiony potem). Po za tym wyglądało na to, że się gdzieś spieszy... Ale i tak poszło dużo lepiej niż poprzednio - nie wierciłem się, zachowywałem w miarę możliwości kontakt wzrokowy, mówiłem pewnie.
Potem poszedłem na przystanek i wsiadłem do busa. W busie na następnym przystanku wsiadła dosyć ładna, młodsza ode mnie (jakieś 16-18) dziewczyna, spojrzałem na nią, nie spuściłem wzroku. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się, przeszła obok mnie, usiadła na następnym siedzeniu, ale zaraz coś się jej tam nie spodobało, więc przesiadła się do mnie. Pomyślałem, że nie będę spoczywał na laurach, więc zagaiłem rozmowę. Ale nie miałem zamiaru ją z początku podrywać - chciałem tylko porozmawiać. Zacząłem od pytania gdzie wysiada (miałem przy sobie parę tobołów, z którymi trudno byłoby mi się wygrzebać, więc pytanie było uzasadnione). Potem zacząłem krótką rozmowę o busach (raczej nudną). Po niej nastała na parę minut cisza. Cały czas pamiętałem o kontakcie wzrokowym, pewnym głosie i nie wierceniu się. No ale rozmową o busach raczej jej nie rzucę na kolana, więc po paru minutach ciszy spróbowałem motywu z zegarkiem:
Ja: Masz może zegarek?
Ona: Mam telefon. Jest 13:13
Ja: Ale ja nie pytałem o godzinę tylko o zegarek!
(uśmiechnęła się i powiedziała coś jak "No tak" - w każdym razie dała mi znać, że zrozumiała kawał i że ją rozbawił)
Wyciągnąłem po chwili swoją komórkę i chciałem powiedzieć coś dalej, ale przypomniałem sobie, że zapomniałem co w końcu powiedziała - niedobrze - jeszcze pomyśli, że jej nie słucham. Więc poprosiłem, żeby powtórzyła.
Ona: 13.13
Ja (z uśmiechem): U mnie ta sama. To chyba jakieś przeznaczenie!
(zacząłem się głupio śmiać z własnego żartu)
Potem cholera nie wiedziałem za bardzo co dalej. Znowu cisza przez jakieś 10 minut. Wysiadała, więc powiedziałem do niej:
Ja: To cześć koleżanko z XXX (specjalnie trochę przekręciłem nazwę jej miejscowości)
Wysiadła. Myślę, że zrobiłem na niej dobre wrażenie, ale stanowczo za dużo ciszy, skupienia na sobie i zły początek. Jak zobaczę ją kiedyś jeszcze raz to zagaję jakoś w tym stylu: "Witaj, koleżanko z XXX (znowu przekręcając)", a potem zacznę gadać o czymkolwiek byleby nie było tej cholernej ciszy!
Wnioski? Trzeba wymyślić jakieś pytanie, które by nie było natrętne, ale które rozkręci jakoś rozmowę. Na razie nie mam natchnienia. Myślałem nad rozmową na temat remontu na drodze, którą jeździmy albo nad niestopniałym jeszcze śniegiem na szczytach, które widać z okien busa gdy jedziemy, ale myślę, że to nudne (nawet dla mnie). Myślałem również nad jakimś uniwersalnym pytaniem, np. "Czy wiesz, że materia w każdym momencie znajduje się w kilku miejscach naraz?", ale jakoś nie potrafiłbym o mechanice kwantowej mówić z werwą. Najlepszym pomysłem byłaby rozmowa o literaturze, bo to mój żywioł, ale jakoś sobie nie wyobrażam, jak mam dojść do literatury. Teraz mi przyszło takie proste pytanie: "Lubisz czytać książki?", ale nie wiem czy to dobre... Co o tym sądzicie?
To na razie tyle. Uzupełnię w miarę nowych doświadczeń.
_________________ W każdej "prawdzie" jest tylko część rzeczywistości
Pomógł: 2 razy Informacje: Dołączył: 04 Gru 2008 Posty: 32
Profil:
Wysłany: 2010-04-01, 21:10
spytaj się jej o opinie. Takie standardowe często podawane na forum to mówisz, że Twój kolega musi dziś wybrać prezent dla swojej dziewczyna i spytał Ciebie o radę mówisz jej, ze wygląda na kobietę pełną gracji która zna się na takich rzeczach jak wybieranie prezentów a potem jakoś rozwijasz
Masz prawidłowy tok myślenia, gdy nie masz o czym rozmawiać, obserwuj otoczenie, popatrz w co jest ubrana, możesz jej powiedzieć jakiś komplement np"Masz świetne kolczyki, pasują do twojego stylu"
Nie możesz ciągnąć rozmowy na siłę, jeżeli czujesz że target nie potrafi pociągnąć rozmowy, powiedz że jesteś umówiony i jedziesz dalej.
Motyw z książką dobry ale wolałbym spytać czy bardziej lubi książki od filmów i dlaczego, pamiętaj żeby przy tym po prostu chcieć ją poznać i słuchać co mówi, potem idzie z górki, możesz spytać jaką książkę lub jaki film ostatnio oglądała albo opowiedzieć np historyjkę o tym że w dziecięcych latach bardzo chciałeś zostać reżyserem, obracając to w żart
Przykładowo ja będąc w emipiku dorwałem książkę 'Co mężczyźni wiedzą o kobietach'? Otwierając książkę na mojej buzi zarysował się duży uśmiech- Wszystkie strony były białe 'puste'. Akurat miałem to szczęście, że przy mnie stała w moim typie dziewczyna. Od razu wpadłem na świetny pomysł i zagadałem do niej z tekstem "Jak myślisz co mężczyźni...()". Potem jak sam się domyślasz było jak z górki.
Tak więc jeśli już masz zagadać to zrób to w sposób luźny i kreatywny. Masz być interesujący i zabawny. Wykorzystaj wszystko co masz najlepsze w sobie i pomyśl sobie, czy gdyby do ciebie ktoś podszedł i zapytał czy lubisz czytać książki, nie byłoby to zbyt sztywne i pozbawione tej fajnej atmosfery jaką w sposób wyżej przeze mnie opisany, można zabarwić konstrukcje tego pytania? Myślę, że już znasz odpowiedź.
pomyśl sobie, czy gdyby do ciebie ktoś podszedł i zapytał czy lubisz czytać książki, nie byłoby to zbyt sztywne i pozbawione tej fajnej atmosfery jaką w sposób wyżej przeze mnie opisany, można zabarwić konstrukcje tego pytania? Myślę, że już znasz odpowiedź.
Właśnie dlatego zamierzam popracować nad czymś lepszym. Dzięki wam bardzo! Przydadzą się te rady!
Tak na marginesie: znam tą "książkę" - faktycznie zabawny motyw
[ Dodano: 2010-04-02, 23:00 ] 02.04.2010
Postanowiłem zwiększyć częstotliwość podchodzenia do dziewczyn. Pogoda nie sprzyjała, pora też nie, ale udało mi się podejść do czterech. Wymyśliłem też proste otwarcie, które łatwo jest rozwinąć i zarazem dokonać pewnej selekcji wśród napotkanych dziewczyn. Wyglądało to tak: podszedłem do dziewczyny i zadałem proste pytanie:
Ja: Wiesz może gdzie jest najbliższa galeria?
Ona najczęściej pokazuje mi drogę do najbliższej galerii handlowej, ewentualnie (rzadko) pyta czy chodzi mi o galerię handlową czy malarską.
Ja (ze śmiechem): Ale mi chodzi o galerię malarską!
Dalej zależy od niej. Jeżeli tak jak napotkane przeze mnie dziewczyny nie potrafi nawet wskazać choćby jednej galerii malarskiej (w Krakowie jest ich pełno!) to od razu dostaje ode mnie czerwoną kartkę, mówię: dziękuję i idę dalej. Jeżeli odpowie pomyślnie i wskaże mi jakąś galerię to wtedy pewnie odpowiem jej czymś w rodzaju: "Tak naprawdę wiem gdzie są galerie w tym mieście. Chciałem tylko sprawdzić czy mieszkańcy naszego miasta umieją przynajmniej wskazać choćby pierwsze lepsze muzeum. Jesteś pierwszą osobą na 10, która to potrafiła! Skoro już mi wskazałaś drogę do muzeum to może dasz się zaprosić na tą wystawę?" (ewentualnie mogę zacząć rozmowę na temat dewaluacji słowa "galeria" w dzisiejszym świecie ). Zapytałem tak dwie dziewczyny i obie oblały mój test.
Trzecią zapytałem tylko o drogę do sklepu z opakowaniami na prezenty. Nie miałem zamiaru ją poderwać tylko faktycznie dowiedzieć się o ten sklep, więc właściwie się nie liczy, ale i tak pewnie jeszcze miesiąc temu nawet bym takiego prostego pytania nie zadał dziewczynie...
Czwartą spotkałem jak wracałem do domu. Wyglądała na 25-30letnią kobietę taką co ma "poukładane w głowie" (jak to Uncle w swoim poradniku określił). Miała buty na wysokich obcasach. Podszedłem (oczywiście od przodu ) i powiedziałem do niej:
"Fajne buty! Pewnie trudno się w takich chodzi...". Ona coś tam zaprzeczyła (z uśmiechem), powiedziała, że są całkiem wygodne. Ja dodałem, że chyba bym się w takich zabił i poszedłem dalej (jeszcze mnie nie stać na więcej ).
Na dzisiaj tyle.
[ Dodano: 2010-04-03, 13:57 ] 03.04.2010
Dzisiaj święta, więc nie zamierzam się ruszać z domu, ale okazuje się że nawet będąc sam można podreperować swoją pewność siebie. Przed chwilą siedziałem przed komputerem na forum, a tu na stole pojawił się taki średniej wielkości pająk... Wyjaśnię od razu, że mam chorobliwą wręcz arachnofobię i wystarczy nawet najmniejszy pająk, a ja od razu krzyczę jak baba. Ale dzisiaj postanowiłem przełamywać bariery, więc wziąłem tego pajączka do ręki. Skończyło się na tym, że to on bardziej bał się mnie niż ja jego! Cały czas chciał mi jakoś uciec z rąk, a ja wciąż go podnosiłem i z powrotem brałem w ręce. I tak siedząc w domu stałem się pewnym siebie samcem Alfa!
_________________ W każdej "prawdzie" jest tylko część rzeczywistości
07.04.2010
Jakoś nie mogę się jeszcze przełamać, żeby zrobić coś więcej. Dzisiaj próbowałem, ale to tylko takie gadki-szmatki na razie, a nie podryw. Podchodzę do wielu dziewczyn/kobiet, ale głównie pytam tylko o godzinę, drogę labo rzucam ten motyw z galerią, ale doszedłem do wniosku, że jednak jest kiepski, bo galeria według słownika oznacza:
Cytat:
1. muzeum z kolekcją dzieł sztuki; 2. salon wystawowy z dziełami sztuki na sprzedaż; 3. wąska sala oświetlona z jednej strony rzędem dużych okien; 4. kryte przejście łączące budowle; 5. podziemny korytarz w kopalni; 6. kryty pasaż handlowy; 7. ostatnie rzędy balkonu w teatrze; jaskółka
i większość ludzi kojarzy sobie to słowo ze znaczeniem 6 lub ewentualnie 2 jak dodaję, że chodzi mi o malarską. Dzisiaj wreszcie natrafiłem na kobietę, z którą można było na ten temat pogadać, ale była trochę za stara dla mnie... Tak czy siak - miło mi się z nią rozmawiało.
Wiem, że pewnie uznacie, że to tylko wymówka, ale ja mam maturę za miesiąc, więc niestety będę musiał się na jakiś czas powstrzymać. Po maturze zabiorę się od razu za DC albo chociaż Grę Zdobywcę.
Zauważyłem, że praktycznie wszyscy, z którymi rozmawiam na temat uwodzenia podchodzą do tego strasznie sceptycznie, ale szczerze mówiąc: sram na to!
P.S. Od dzisiaj nie będę gadał o wszystkim, ale tylko o jakiś ciekawszych przypadkach, bo zauważyłem, że zaczynam przynudzać.
_________________ W każdej "prawdzie" jest tylko część rzeczywistości
P.S. Od dzisiaj nie będę gadał o wszystkim, ale tylko o jakiś ciekawszych przypadkach, bo zauważyłem, że zaczynam przynudzać.
Pisz sytuacje które Ci się udały i które są warte uwagi i pchają Cię do przodu. Jeśli są to małe kroki to opisz ich kilka w jednym poście. Nie rozdrabniaj się tak. Jeśli zrobiłeś coś źle albo nie do końca dobrze to też opisz i napisz jakie chcesz wyciągnąć wnioski
Elmo napisał/a:
Zauważyłem, że praktycznie wszyscy, z którymi rozmawiam na temat uwodzenia podchodzą do tego strasznie sceptycznie, ale szczerze mówiąc: sram na to!
Najlepiej nie gadaj z nikim o tym bo tak jest. Ludzie się chyba boją słowa "uwodzenie". Jednym gadaj o tym z tymi co też chcą się tym zajmować.
16.04.2010
Wieczorem jak zwykle poszedłem pobiegać. Dobiegłem do drogi prowadzącej do lasu. Pomyślałem, że kiedyś muszę sobie pobiec przez ten las... A potem: "Hej! Przecież mogę teraz pobiec przez las!" Jestem jak już napisałem wcześniej arachnofobem, mam wiele lęków: boję się ciemności, kosmitów, bandytów, samobójców, duchów, wszelkich zjawisk paranormalnych i wielu, wielu innych rzeczy (również ludzi - dlatego jestem AFC) dlatego też taka wyprawa o 9 w nocy była dla mnie jak wyprawa do Hadesu. Ale postanowiłem się przełamać! Pomyślałem, że to w końcu tylko zwykły strach... I pobiegłem. Bałem się jak skur***yn! Ciemny las w nocy to ucieleśnienie wszystkich moich strachów! Wszędzie tylko czatowały na mnie duchy, potwory, bandyci, ufoludy (tych boję się najbardziej!), na każdym drzewie spodziewałem się wisielca... a atakowały mnie tylko gałęzie. Wybiegłem z lasu i pomimo zmęczenia zapier****łem czym prędzej do domu, byleby dalej od lasu, ciemności i lęków! Strachów się nie pozbyłem - za głęboko tkwią w mojej głowie, ale przynajmniej spróbowałem stanąć przed nimi wszystkimi naraz i przekonać się, że to tylko moje urojenia... Zrobiłem kolejny krok, by móc spojrzeć w Słońce!
Projekt Ankieta
Zamierzałem rozpocząć ten projekt już od dłuższego czasu. Uważałem, że to świetny sposób na przełamanie bariery. Podchodzisz i zadajesz dziewczynie pytania, które najbardziej Cię obchodzą i są ściśle związane z twoją pasją. Wręcz idealne na początek! Nie potrzebujesz żadnych wymyślonych teksów - całkowicie naturalne. Tak myślałem - teraz jest trochę inaczej... Ale od początku:
W zamiarze nie miałem podrywu tylko po prostu przełamanie barier związanych z brakiem otwartości na ludzi, spontaniczności, pewności siebie i wszystkiego co związane jest z IG. Moja ankieta składała się z czterech prostych pytań niezwiązanych w żaden sposób z uwodzeniem:
1. Wiesz kto to jest Baczyński?
W przypadku odpowiedzi "tak" następne pytania:
2. Skąd go znasz?
3. Lubisz jego poezję?
I znowu w przypadku odpowiedzi pozytywnej kolejne pytanie:
4. Dlaczego?
(Żeby było łatwiej w dalszej części będę posługiwał się numerami pytań)
W założeniu miałem podchodzić do każdej dziewczyny w wieku 16-25 lat. W przypadku poprawnych odpowiedzi na wszystkie pytania mógłbym ewentualnie wszcząć jakąś ciekawą rozmowę (temat dla mnie wyśmienity, więc mógłbym się produkować w nieskończoność ). Każde podejście zaczynałem od krótkiego wstępu:
"Masz może chwilkę? To zajmie tylko najwyżej kilkanaście sekund."
Ewentualnie, gdy widziałem, że jest nastawiona do mnie podejrzliwie dodawałem żartobliwie:
"Spokojnie! Nie jestem z Greenpeace'u! Nie mam zamiaru wyłudzić od ciebie pieniędzy."
Tyle w ramach wstępu. Przejdźmy do konkretów! Jakie efekty? Niestety podszedłem tylko do 13 dziewczyn. Olałem wszystkie spieszące się, rozmawiające przez telefon, ze słuchawkami na uszach, z nieprzyjazną miną itp. Wymyśliłem sposób na zmotywowanie się - za każdym razem kiedy miałem opory z podejściem to przypominałem sobie wizję czterdziestoletniego samotnika...
Wyglądało to tak:
1. Początek był kiepski. Podszedłem do dziewczyny siedzącej na ławce i czytającej coś-tam:
Ja: Masz może chwilkę? To zajmie tylko najwyżej kilkanaście sekund.
pyt. 1
Ona: A po co Ci to?
Ja: Przeprowadzam ankietę.
Ona: Jaki jest tego cel?
Ja: Chciałem się dowiedzieć ilu ludzi zna Baczyńskiego.
Ona: Ale po co?
Ja: (chwila zastanowienia) Tak dla siebie...
Ona: A to nie...
Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie. Nie spodziewałem się czegoś takiego... Trochę mnie to podłamało już na początku. Potem przyszło mi do głowy, że mogłem do niej powiedzieć coś w stylu:
"Tak naprawdę chciałem dowiedzieć się jak ludzie traktują takich natrętów-ankieterów. "
Wnioski:
- ludzie nie rozumieją, że ktoś może przeprowadzać ankietę nie mając z tego żadnych zysków...
- ludzie są nieufni wobec wszelkich natrętów, którzy chcą coś od nich wyciągnąć i każdego takiego "ankietera" kojarzą z jakimś-tam grinpisowcem wyłudzającym od nich pieniądze...
2. Następna też była niemiła. Pozwoliła mi się zankietować, ale tak jakby z łaski:
Ja: pyt. 1
Ona: Tak.
Ja: pyt. 2
Ona: (wywracając oczy tak jakby to było oczywiste) Ze szkoły...
Szczerze mówiąc te pierwsze dwie nie pomogły mi podbudować swój IG...
Wnioski:
- podchodzić tylko do tych, które wysyłają pozytywną energię (IOI)
3. Trzecia w ogóle nie jest warta wspomnienia, bo od razu odmówiła i poszła sobie...
4. Kolejne 7 dałoby się podstawić pod jeden schemat:
Ja: pyt. 1
Ona: Tak (ewentualnie po dłuższym zastanowieniu)
Ja: pyt. 2
Ona: Ze szkoły/z liceum/z lekcji polskiego
Ja: pyt. 3
Ona: Nie pamiętam/Nie kojarzę/Trudno powiedzieć/Nie jestem humanistką/Raczej nie/Nie mam jakiegoś wyraźnego stosunku do poezji itp.
Ja: Dzięki
Na uwagę zasługuje może to, że podszedłem raz do dwóch naraz. Ewentualnie zdarzało się, że odmawiała, bo się spieszyła. Wtedy po prostu to olewałem i zadawałem pytania (co komu szkodzi poświęcić 15 sekund ).
Wnioski:
- Olewać shittesty!
- Trzeba być trochę stanowczym.
- Ludzie są beznadziejni! (oczywiście żartuję)
5. Następna wreszcie odpowiedziała pozytywnie na 3 pytanie, ale z kolei nie umiała mi odpowiedzieć na ostatnie - czwarte pytanie i wyraźnie chciała się mnie jakby pozbyć.
Wnioski:
- widocznie nie zainteresowałem ją tematem.
6. Kolejna nawet na pierwsze pytanie odpowiedziała mi przecząco...
7. Ta wreszcie odpowiedziała na wszystkie pytania:
...
Ja: pyt. 4
Ona: Dlatego, że pisał by zagrzewać Polaków do walki i swoją rolę wypełnił (coś w tym stylu).
Ja: Dzięki
Ona odchodzi...
I pozwoliłem jej odejść... Naprawdę nie rozumiem dlaczego to zrobiłem! Być może po prostu byłem zmęczony, być może nie miałem odwagi, a właściwie dlatego, że nie pasowała mi jej odpowiedź (nie zgadzam się z nią). Tylko nie rozumiem dlaczego jej tego nie powiedziałem! Nie rozumiem dlaczego nie zacząłem z nią o tym rozmawiać! Mogłem jej przecież powiedzieć:
"Wiesz. Spójrz na to może z innej perspektywy..."
I dalej cokolwiek - w końcu to mój żywioł!
Na dzisiaj tyle.
Wnioski końcowe:
- stanowczość!
- pewność siebie!
- żartobliwość!
- ankieta nie jest dobrym pomysłem na zwiększenie pewności siebie...
- ludzie traktują ankietera jako natręta-akwizytora i od razu jesteśmy na spalonej pozycji!
Projekt Ankieta jeszcze nie skończony. Jutro spróbuję od nowa. Może wyjdzie coś jeszcze...
_________________ W każdej "prawdzie" jest tylko część rzeczywistości
Hej! Wydaje mi się, że pojechałeś z odrobinę zbyt poważnym tematem jak na ankietę i przez to masz "słabe" wynik. Powinieneś wybrać temat bardziej absurdalny np.:
"Wpływ bzyczenia skrzydeł komara na życie człowieka"
"Wielkość stopy, a ilość spożywanej marchewki"
Im bardziej absurdalnie tym śmieszniej i wydaje mi się będą lepsze efekty Bo jak podszedłeś do dziewczyny z pytaniem: Jakich środków używasz do odstraszania komarów podczas seksu na świeżym powietrzu? To normalnie nie zagadasz?
Bądź przygotowany na pytania związane z ankietą. Jeśli ktoś zapyta Cię dlaczego, to odpowiadasz z największą powagą: "Zostałem zatrudniony przez UM w celu przeprowadzenia badań statystycznych dotyczących .... w ramach programu finansowanego ze środków pozyskanych z UE"
Dodatkowo zmieniłbym OPENER na coś bardziej mniej oficjalnego np.: "Hej! Wyglądasz na zwariowaną dziewczynę, która jest zawsze bardzo pomocna. Mam dla Ciebie kilka pytań z ankiety. To jak? Zaczynamy?" - automatycznie nadajesz jej cechy, którym podświadomie będzie starała się sprostać
Pozdrawiam
_________________ "Wszyscy ludzie się boją, ale odważni nie myślą o strachu i idą naprzód, czasem po śmierć, ale zawsze po zwycięstwo!" - brzmiało motto straży królewskiej w starożytnej Grecji
Zgadzam się z Tobą, ale celem ankiety nie był podryw. Po prostu chciałem się jakoś otworzyć.
21.04.2010
Projektu ankieta postanowiłem jednak nie kontynuować. Wczoraj jakoś nie chciało mi się iść na PU - byłem w fatalnym nastroju... Ale dzisiaj postanowiłem jednak się przełamać i założyłem sobie, że jak nie podejdę chociaż do kilku dziewczyn to nie wracam do domu.
Idąc ulicą przypomniałem sobie, że miałem poszukać skupu złomu (był mi potrzebny). Więc od razu podchodzę do pierwszej lepszej dziewczyny i pytam ją o skup złomu. Jej zdziwienie było ogromne! Trzeba jeszcze zaznaczyć, że to było centrum miasta i najbliższy skup złomu jest prawdopodobnie jakieś parę kilometrów stąd...
Potem poszedłem do centrum handlowego. Chodziłem, chodziłem i chodziłem i k***a nic! Jakaś cholerna blokada nie pozwalała mi podejść choćby do jednej! Nie mogłem znaleźć żadnej właściwej dziewczyny, a jak już znalazłem to wokół niej wytwarzało się jakieś niewidzialne pole siłowe, które nie pozwalało mi zbliżyć się do niej i coś powiedzieć, a w miarę zbliżania czułem się tak jakbym był ładunkiem elektrycznym zbliżającym się do ładunku o tym samym znaku. Dopadł mnie jakiś olbrzymi kryzys!...
Po jakiejś godzinie marazmu zdecydowałem się podejść do dziewczyny siedzącej na ławce i zagadałem coś w stylu:
Ja: Mogłabyś mi pomóc? Mam pewien problem... Idę na urodziny do koleżanki i nie wiem co jej kupić...
(mówiłem to tak cholernie niepewnym tonem, że chyba tylko idiotę mógłbym do siebie przekonać - mniej więcej jak żak korzący się przed belfrem. Spojrzała na mnie w wyrazie litości i lekkiej niechęci - od razu wyczuła, że to ściema!)
Ona: No nie wiem...
Ja: Wiesz. Jestem mężczyzną - nie mam fantazji. Nie wiem co można by kupić dziewczynie...
Ona: Pomogłabym ci, ale jestem umówiona...
Ja: To powiedz mi tylko co każda dziewczyna lubi? Co np. Ty chciałabyś dostać na urodziny?
Ona: Nie wiem...
Ja: Może jakąś biżuterię (nie poddaję się, ale głos coraz bardziej mi się łamie)...
Ona: No. Może jakieś kolczyki...
Ja: Ok. Dzięki!
Szczerze mówiąc cieszyłem się, że mogę się od niej uwolnić - strasznie mnie zmęczyła ta rozmowa...
Później długo, długo nic... Musiałem po tym odpocząć - za dużo mi energii zabrała ta dziewczyna, ale nie chciałem spocząć na laurach!
Kolejne dwie dziewczyny zagadnąłem o to samo na ruchomych schodach. Były bardzo miłe - wskazały mi jakiś sklep. Podziękowałem i co dziwne - tak się zasugerowałem, że to prawda, że poszedłem do tego sklepu i dopiero pod nim przypomniałem sobie, że przecież nie przyszedłem tutaj po prezent dla koleżanki. Byłem jeszcze oszołomiony po tamtej dziewczynie...
Potem poszedłem do empiku i o coś tam zapytałem babkę w informacji. Długo musiałem czekać na odpowiedź toteż trochę się otrząsnąłem...
Szedłem sobie korytarzem i widzę jakąś dziewczynę siedzącą na ławce i czytającą książkę. Podchodzę i pytam:
Ja: Przepraszam. Co to za książka?
Ona (z uśmiechem): coś tam, coś tam...
Ja: Ładny tytuł... Dobrze brzmi...
Ona: coś tam coś tam
Ja: Przepraszam, że zawracam Ci głowę, ale po prostu ja już tak mam, że jak widzę kogoś czytającego to muszę się dowiedzieć co to za książka...
Ona: No tak! Tak rzadko w dzisiejszych czasach można spotkać kogoś z książką...
Dalej rozwinęła się niezwykle przyjemna rozmowa na mój ulubiony temat - literatura piękna, literatura a film itp. tematy. Nigdy w życiu z żadną obcą, przypadkowo spotkaną dziewczyną nie rozmawiało mi się tak dobrze i swobodnie! To było niesamowite!
Potem ona wstała i powiedziała, że musi iść na pociąg (centrum handlowe jest przy dworcu), a ja zamiast ją odprowadzić albo wziąć od niej numer telefonu lub e-mail pożegnałem się i poszedłem w swoją stronę… A ona to powiedziała tak jakby chciała mi powiedzieć: „Odprowadź mnie na ten pociąg!”. Nie pociągnąłem za spust – zostawiłem piłkę przeciwnikowi, żeby to on mógł strzelić gola…
Podbudowany sukcesem (właściwie był to dla mnie sukces pomimo zmarnowanej okazji) podszedłem do dwóch siedzących dziewczyn i mówię do nich:
Ja: Dziewczyny! Mam pewien problem… Zgubiłem numer telefonu. Pożyczycie mi swoje?
One (zdziwione): Eeeeee…
Ja: Dobra! Żartuję… Tak naprawdę założyłem się z kumplem, że zdobędę 100 numerów telefonu od 100 różnych dziewczyn. Pomożecie?
One: A o co się założyłeś?
Ja: Nie mogę powiedzieć…
Wahają się…
Ja: Powiem wam tylko tyle, że jeśli tego nie zrobię to będę się musiał rozebrać…
One: Co!?
Ja: Ale jeśli wygram to kolega kupi mi flaszkę!
Dalej się wahają…
Ja: Nie przejmujcie się! Będę wam tylko wysyłał 100 esemesów dziennie i dzwonił codziennie o 4 w nocy! Mam takie hobby…
One w śmiech.
Jedna z nich: Ja nie pamiętam swojego numeru…
Druga: A co mi tam!… Mam podać też imię?
Ja: Wszystko jedno… Może być imię, możesz się podpisać jako XXX – jak chcesz…
Wpisała imię. Podziękowałem, odszedłem…
Sprawdziłem amplitudę drgań swojej ręki – jakieś 2cm…
Potem wracając do domu, pełen pozytywnej energii powiedziałem: „cześć” do zupełnie obcej dziewczyny mijającej mnie na chodniku i wysyłającej IOI (tak w ramach NEWBIE MISSION). Była tym zaskoczona, ale chyba też zadowolona… Potem jeszcze zapytałem o drogę i godzinę czterech dziewczyn, ale już byłem zbyt zmęczony, żeby móc je podrywać…
Wnioski:
- Nigdy nie można się poddawać!
- Umiem już bez problemu zapytać o godzinę lub drogę, ale powiedzieć: „cześć” do zupełnie obcej dziewczyny – to już mam pewne opory… Nie mówiąc już o szerszej inicjatywie…
_________________ W każdej "prawdzie" jest tylko część rzeczywistości
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum