Nie będzie to kolejny post o tym że "musisz się sam na nartach rozwalić żeby nauczyć się jeździć"
Powiedzcie mi tak szczerze jak w praktyce te wasze urozmaicone kolejne randki są naprawdę urozmaicone? Krzysztof Król bodaj już przy drugiej lub trzeciej mówi o przeniesieniu w miejsce komfortowe do... no dobrze ale ja taki hardkor nie jestem, z resztą interesuje mnie etap wcześniejszy. Jakoś nigdy nie mam pomysłu co na drugą randkę wymyślić innego niż było na pierwszej. Wynika to trochę może z faktów że sam nie cierpię nowych miejsc. Mój sposób spędzania czasu w ciągu miesiąca to dla przykładu: dużo pracy na uczelni, odlot umysłowy przy fajnych książkach, rysowanie, montowanie filmów, 80km na rowerze w jeden dzień bez jedzenia, kilkudniowa robota przy samochodzie (i lawina przekleństw), start w rajdzie, znowu studia i w efekcie gdy wychodzę na miasto to za zwyczaj w te same miejsca które dobrze znam i które lubię żeby zrelaksować się poza domem... Ciekawe z mojej perspektywy życie które bardzo mi odpowiada, jednak nie nadające się kompletnie by kogoś w nie wciągać ad hoc... więc? Co wy niby takiego wciąż nowego porabiacie na tych waszych randkach?
